Anna Staszewska – Każdy by się chciał powiesić!

Każdy by się chciał powiesić! (odc. 32)

18 lutego 2011

– Ona też na mnie nie działa – wyraźnie mi się zwierzał.
– Wiesz, myślę, że nie powinieneś mi tego mówić. Małgosia mogłaby się poczuć urażona.
– Nie powiesz jej. Widzę jak cię irytuje!
– A ty, co? Psychologię skończyłeś?
– Nie. Jestem kierowcą. Jej kierowcą i utrzymankiem!
– Tak? Dziwne, bo jak na kierowcę to trochę za dużo wypiłeś. – Poczułam, że zaczął mnie wkurzać.
– Tak! Piję! Ale ja już nie mogę dłużej! – Złapał mnie za rękę. – Ja jestem gejem!
Wytrzeszczyłam oczy, jednocześnie zakrztuszając się ginem. Na szczęście podeszła Gośka i miałam nadzieję, że temat się urwie.
– Kotku, skocz do kiosku i kup mi papierosy! – poleciła Małgosia. dalej…

Każdy by się chciał powiesić! (odc. 31)

17 lutego 2011

Spotkanie poetyckie okazało się totalnym niewypałem. Wiersze były przerażająco długie i nudne, tak jakby autor napisał je w poczekalni dentystycznej, chwilę przed ekstrakcją!
Nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie pójdę do domu. Nagle poczułam, jak ktoś puka mnie w ramię. Odwróciłam się, a za mną stała koleżanka ze szkoły, której nie widziałam wieki całe.
– Cześć, Asieńko! Jak ja cię dawno nie widziałam! – Ucałowała mnie siarczyście.
– Witaj, Małgosiu!
Odwzajemniłam całus, choć mój entuzjazm był mocno udawany, bo jako żywo miałam w pamięci wiecznie skrzywioną Gośkę, niezadowoloną ze wszystkich, ale za to zachwyconą sobą.
Teraz też oczywiście się zaczęło. dalej…

Każdy by się chciał powiesić! (odc. 30)

16 lutego 2011

Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, nie byłam zachwycona. Przemyślałam szybko sprawę i postanowiłam nie otwierać. Postanawiać można dużo, ale gorzej z realizacją. Dzwonek warczał jak opętany i nie było szans, żeby ten ktoś tam sobie poszedł. Nawet pomyślałam, że może to Piotrek zapomniał kluczy, ale po chwili stwierdziłam, ze niemożliwe, żeby tak szybko wrócił. A walenie nie ustawało.
Wiadomo jednak, że im bardziej ktoś się dobija, to ja mu tym bardziej nie otworzę, ale z relaksującej kąpieli nici. Byłam za bardzo wkurzona! Dobra, do cholery, wyjdę z wanny, ale i tak nie otworzę drzwi, zawzięłam się. Wylazłam, zaczęłam się wycierać, dzwonek ucichł. Jak pech, to pech. Zdążyłam wytrzeć włosy, kiedy nachał ponowił walenie. Podeszłam cicho do wizjera, wyjrzałam i proszę, oto mój lokator z góry, Piękny Julek, z dziwną miną stoi przed drzwiami. Co się dzieje? Czego on chce? dalej…

Każdy by się chciał powiesić! (odc. 29)

15 lutego 2011

– Ty? – powiedzieli jednocześnie chłopcy.
– Tak. Przejmuję jej marzenie – oświadczyła Alka.
– O! To jest superpomysł! Zgadzam się – odparłam.
– Świetnie, to będzie tak, jakbyś ty to zrobiła. Przecież się przyjaźnimy.
– Fajna przyjaźń – skwitował Piotrek.
Nie wiedząc, jak wybrnąć z tej sytuacji, w którą wpędził mnie Misiek, wypaliłam.
– Ala, Maciek cię okrada!
– Słucham? – zakrztusiła się winem moja przyjaciółka.
Opowiedziałam jej słowo w słowo, co usłyszałam u fryzjera. Ala pobladła i nie odzywała się dłuższą chwilę, patrząc na mnie dziwnie. Nagle wstała i zaczęła pakować swoje rzeczy do torebki.
– Ala? Co jest? Powiedz coś! – poprosiłam. dalej…

Każdy by się chciał powiesić! (odc. 28)

14 lutego 2011

Włączyliśmy muzykę i pijąc wino, rozmawialiśmy o przygotowaniach do ślubu. Ala, która miała być moją druhną, przeżywała to bardziej ode mnie.
– A co z salą, już wszystko dopracowane? – spytała.
– Nie wiem, miałam tam pojechać, ale coś mi wypadło i pojadę dopiero w poniedziałek – tłumaczyłam się.
– Nie rozumiem cię – denerwowała się przyjaciółka. – Za lekko to traktujesz!
– Ala, nie lekko, tylko z dystansem. Wiadomo, że ze wszystkim zdążę.
– To jest jedyna rzecz, która mogłaby mnie powstrzymać od ożenku! – odezwał się Piotr.
– Jaka? Że nie będzie pstrąga? – byłam zdumiona.
– Nie, to że wszystko zostawiasz na ostatnią chwilę.
– Taka jestem i na pewno się nie zmienię! To może ty się jeszcze zastanów – zakpiłam. dalej…

Każdy by się chciał powiesić! (odc. 27)

11 lutego 2011

Ta jego cecha dawała mi poczucie bezpieczeństwa, którego tak brakowało całemu mojemu życiu. On był jak skała. Ja zapominałam o wszystkim prawie, on nigdy o niczym. To on wiedział, kiedy mam wizytę u dentysty i kiedy trzeba zawieźć dzieci na szczepienie. Czasami tylko denerwowałam się na niego, bo to jego zorganizowanie przypominało mi o mojej małości w tej kwestii. Ale on tylko śmiał się i tuląc mnie do siebie, przekonywał, że jestem stworzona do ważniejszych rzeczy niż pilnowanie, czy kasza się nie kończy. Cóż, z tym akurat łaskawie się zgadzałam.
Pies wyrwał się w końcu i zaczął biegać jak szalony, próbując się wysuszyć w ekspresowym tempie. Pan pozbierał psie akcesoria z tarasu, wszedł do kuchni i z szelmowskim uśmiechem zapytał:
– Chcesz tak jak William?
– Czasami myślę, że w poprzednim wcieleniu byłeś esesmanem. dalej…

Następna strona »