Izabela Żukowska – Teufel

Teufel (odc. 20)

20 stycznia 2011

– A cóż ty czytasz, moja Lotte? – Gdy przychodził czas pouczania, Marianna przybierała lekko protekcjonalny ton, przełamany tkliwą nutą matczynego pobłażania. – Enderling? Nie, niemożliwe! Lotte, naucz się odróżniania literatury dobrej od złej! No posłuchaj, posłuchaj tego. – Pewnego popołudnia otworzyła książkę, która wypadła Lotte z torebki. – „To dla mnie najpiękniejsze z wszystkich miast – zaczęła czytać. – Jak kochająca kobieta: męczy cię i dręczy swoją miłością aż do bólu, póki trzymasz głowę na jej piersi. Póki jej nie porzucisz. Wtedy wyciąga po ciebie ręce zniewalającym gestem pełnym pieszczoty i pokory. Twoja głodna i spragniona dusza płonie. Masz ochotę biec i poranić sobie stopy aż do krwi, byle tylko stanąć znowu w cieniu wierzb przed wałami i ujrzeć niebieskawe zarysy wież, byle tylko usłyszeć bicie dzwonów i szelest liści w rozległych lasach, kojący niczym łagodny dotyk ręki. Koi, wycisza, wprowadza w pobożny nastrój. Adagio consolante.” dalej…

Teufel (odc. 19)

19 stycznia 2011

Rozdział 4.

Miasto żyło swoim życiem, od ponad stu lat powtarzając nieprzerwanie ten sam codzienny rytuał. Na Motlau wpływały parowce, które czarnym dymem unoszącym się z wąskich kominów przesłaniały nadbałtyckie niebo, dzwoniły dzwonki na Grüne Brücke, na pokładach rybackich kutrów cumujących przy skrzypiących, drewnianych pomostach Fischbrücke podskakiwały zaplątane w sieci flądry i dorsze, a przekupki z Bohnsack zachwalały swój towar wyłożony na ulicznych ladach na Fischmarkt. Handlowano też przy Markthalle w cieniu ceglanej baszty Kiek in die Köck, a pod kopułą synagogi przy Am der Reitbahn ciągle odprawiano nabożeństwa tak, jak czyniono to niezmiennie od tamtego grudniowego dnia 1887 roku, gdy zamknięto wszystkie żydowskie świątynie w mieście, by głos kantora unosił się tylko w tej jednej, Wielkiej, jak ją wówczas Żydzi z gminy w Danzig nazwali. dalej…

Teufel (odc. 18)

18 stycznia 2011

– Wie pani, co przedstawia ten obraz?
Lotte drgnęła. W drzwiach stała młoda kobieta. Jej szczupłą sylwetkę podkreślał czarny, męski garnitur, który dodawał jej wzrostu. Jasne włosy ułożone w przylegające do czoła fale podtrzymywała złota spinka; na piersi kobieta nosiła złoty medalion z herbem Danzig. Przypominała berlińską gwiazdę z Hollywood, którą Lotte zachwycała się w Ufa-Palast. Miała gładką, bladą cerę i wysokie czoło, na którym zdecydowanym łukiem rysowały się cienkie, jakby nakreślone chińskim pędzelkiem, delikatne, jasne brwi. Lotte domyśliła się, że to Marianna.
– Tak, naturalnie. – Poczuła się, jak w szkolnych czasach, nieoczekiwanie wyrwana do odpowiedzi. – To Peter von Danzig – powiedziała.
– Peter von Danczik. Tak nazywali go nasi przodkowie. – Marianna zamknęła za sobą drzwi, podeszła do Lotte i stanęła za jej plecami, mówiąc z dziwnym akcentem: – Groote Kraveel. Wielka karawela. Chociaż karawelą nie była. dalej…

Teufel (odc. 17)

17 stycznia 2011

– Proszę. Zaraz powiem panience, że pani przyszła – powiedziała piegowata dziewczyna, uśmiechając się uprzejmie, i poprowadziła Lotte w głąb mieszkania.
Gdy przechodziły koło uchylonych drzwi do salonu, Lotte zmrużyła lekko oczy, bo światło wpadające do wnętrza przez trzy wysokie okna oślepiło ją. Mimo to nie potrafiła oprzeć się pokusie, by zajrzeć do środka. W ciągu tej jednej krótkiej chwili zdążyła tylko zobaczyć stojący na lakierowanym parkiecie koncertowy fortepian, którego czarna bryła wyglądała nierealnie, odbijając w gładkiej jak lustro politurze promienie słońca przedostające się z trudem przez warstwy zimowych chmur. Pokojówka otworzyła drzwi po przeciwnej stronie korytarza. Lotte weszła do ciemnego, położonego na tyłach kamienicy pokoju, a dziewczyna dygnęła i wyszła. Wokół zaległa cisza. Lotte rozejrzała się. Nie odważyła się usiąść na jednej z kanap ustawionych na środku pokoju, dalej…

Teufel (odc. 16)

14 stycznia 2011

– Nie wiem, pani Meier – zastanowiła się pani Klagerhofen, zbierając widelczykiem resztki marcepanowego ciasta. – No, na pewno nie są Żydami. Tego może się pani nie obawiać. A nawet jeśli byliby katolikami, to przecież płacą najprawdziwszymi guldenami! – roześmiała się, odsuwając porcelanową salaterkę.
– Do Polaków? – wykrzyknął ojciec, gdy wrócił późnym popołudniem i od Liselotte usłyszał propozycję pani Klagerhofen. – Nigdy! Moja córka nie będzie pracować u Polaków!
– Nie rozumiem cię, Georg – powiedziała spokojnie Liselotte, gładząc niewidoczne fałdy na kraciastym kocu. – Polak, nie Polak. W Danzig to wszystko jedno. W końcu mieszkamy tu razem i jakoś układamy sobie to życie, prawda? Wszyscy jesteśmy obywatelami tego miasta. A to chyba najważniejsze. Zresztą pani Walewicz jest Niemką. Mieszka w Berlinie, a ta młoda panienka właśnie stamtąd wróciła. Studiowała na Friedrich-Wilhelms-Universität. dalej…

Teufel (odc. 15)

13 stycznia 2011

– Studiowała na samym Friedrich-Wilhelms-Universität.
– Co pani powie? – Liselotte oburzyła się. – A dlaczego studiowała w Berlinie, skoro to Polka? To oni nie mają już swoich uniwersytetów w Warschau czy Krakau?
– Droga pani Meier, wie pani, jak to jest. Jej matka jest najprawdziwszą Niemką i mieszka w Berlinie.
– A, to trzeba było tak od razu mówić, pani Klagerhofen! – matka Lotte ucieszyła się. – Jak jej matka jest Niemką, to ona też jest Niemką! A że ojciec jest Polakiem? No, cóż! Jest bogaty, a to niektórym wystarczy. – Pokiwała głową ze zrozumieniem, choć nie pochwalała takiej postawy. – No, a ty, Lotte? Chciałabyś tam pracować?
– Czemu nie? – Lotte wzruszyła tylko ramionami, bo postanowiła udawać, że nie zależało jej na tej nowej nieoczekiwanej możliwości, daleko bardziej pociągającej od pracy u pana Thiela. dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »