Izabela Żukowska – Teufel

Teufel (odc. 26)

28 stycznia 2011

– Świetnie. – Obersturmführer odłożył oświadczenie Hanemanna i otworzył teczkę z zeznaniami spisanymi przez Franza Thiedtke na molo w Glettkau. Szybko przebiegł oczami po napisanym na elektrycznej maszynie Mercedes Selecta raporcie komisarza i odłożył go do szuflady. – To wszystko, komisarzu. Moja asystentka, panna Meier, która była wczoraj ze mną w Glettkau, złoży dziś zeznanie. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności znała denatkę i była ją w stanie rozpoznać. Sprawdziliśmy już, że ta Marianna Walewicz była widziana po raz ostatni cztery dni temu, co zeznała jej pokojówka. Więc wszystko się zgadza. Sprawę topielicy z Glettkau szybko zamkniemy. – Na twarzy von Moltkego zamajaczył lekki uśmiech. Obersturmführer czekał, aż Thiedtke odwróci się i wyjdzie, ale komisarz przez chwilę pomyślał, że von Moltke nie doczytał raportu z sekcji zwłok do końca, i chciał zwrócić jego uwagę na zamykające go zdanie, które w prosty sposób wskazywało na to, dalej…

Teufel (odc. 25)

27 stycznia 2011

Wprawdzie Rosenfeldowie nie obchodzili Bożego Narodzenia, ale tamtego wieczoru przyszli na trzecie piętro kamienicy przy Kohlenmarkt i wraz z Franzem Thiedtke i jego żoną Waltraud, siedząc wokół kolorowo ubranej choinki śpiewali O du fröhliche, O du selige, Gnadenbringende Weinachtszeit*, choć wcale nie czuli radości. Patrząc przez okno swego gabinetu na niknącą z każdym dniem Wielką Synagogę, Franz Thiedtke przypominał sobie tamten wieczór, a kolęda gdańskiego perukarza z Lastadii powracała niczym kuranty z wieży ratuszowej. Następnego dnia Moritz Rosenfeld zamknął mieszkanie pełne zbieranych przez Sarę książek, bibelotów, gdańskich mebli i instrumentów muzycznych, z których kilka odziedziczyła po spoczywającym na stokach Stolzenbergu Lesserze Giełdzińskim, i nie żegnając się z miejscem, w którym przyszło mu spędzić dwie dekady życia, wsiadł z rodziną na statek, by jak Mojżesz poprowadzić ją przez morze do nowej ziemi obiecanej. dalej…

Teufel (odc. 24)

26 stycznia 2011

Rozdział 5.

Gabinet Franza Thiedtke znajdował się na drugim piętrze neorenesansowej kamienicy, w której swoją siedzibę miało prezydium gdańskiej policji, w końcu chłodnego korytarza o wysokich, łukowatych sklepieniach. Z dużego okna podzielonego szachownicą kwadratowych szybek rozciągał się widok na zielony skwer znajdujący się po zachodniej stronie Karenwall, na przeciętą torami tramwajowymi ulicę i ogrodzony murem plac, za którym widać było jeszcze resztki rozbieranej od maja Wielkiej Synagogi. Na murze ktoś namalował napis: „Przybądź, kochany maju, i uwolnij nas od Żydów”. Rozkrzyczani chłopcy z Hitlerjugend zatrzymywali się przed nim i przerzucali przez mur zbierane z ulicy kamyki, które z głuchym stukotem odbijały się od zalegających po drugiej stronie gruzów. Gdy zza rogu prezydium wyłaniał się patrol policji, dalej…

Teufel (odc. 23)

25 stycznia 2011

Pensjonariusze hoteli Metropol i Wermighoff, Hortensja i Carlton, willi Guttjahr i Miramar, polskich pensjonatów Halina i Quo vadis, willi Rosa i Parkowej dobrze bawili się w Zoppot, więc chętnie zostawiali gdańskie guldeny wymienione w banku przy Seestrasse w kasie Danziger Antiquariat, którego właścicielem był Marian Walewicz. Jego dochody powiększały udziały w kilku firmach. Lotte słyszała o fabryce mebli braci Kaube z Langfuhr i o polskiej restauracji Varsovie przy Stadtgraben 12, o fabryce marcepanu Saturn i Polskim Banku Przemysłowym na Langemarkt 35. Ale były to tylko niesprawdzone informacje zasłyszane, od piegowatej pokojówki Ewy, w księgarni Sauniera czy u pana Rosenfelda na Langgasse, gdzie czasem kupowała Mariannie papierosy, a także u tego samego pana Thiela, gdzie Lotte kiedyś pracowała, a teraz czasem robiła zakupy, bo choć sama została wegetarianką, dalej…

Teufel (odc. 22)

24 stycznia 2011

Tego dnia, gdy Marianna tak bardzo wzburzyła się listem od matki, Lotte nie widziała jej więcej. Marianna przez Ewę odprawiła ją wcześniej do domu, ale Lotte, zamiast od razu wrócić do mieszkania w zaułku Schusterhof, całe popołudnie spędziła, spacerując po przykrytych drobnym śniegiem ulicach i zastanawiając się, dlaczego ten list wyprowadził Mariannę z równowagi. Usiłowała przypomnieć sobie, czy słyszała kiedykolwiek o Die Dreigroschenoper, ale pamiętała tylko, że czytała kiedyś w „Danziger Neueste Nachrichten” o planach wystawienia sztuki w Staatstheater, choć ostatecznie chyba nic z tego nie wyszło, bo nie widziała jej na afiszach. Kim byli Bertolt i Kurt? Czy matka Marianny zadawała się w Berlinie z komunistami, a może, tu Lotte poczuła zimny dreszcz biegnący po plecach, aż wzdrygnęła się z odrazą, z Żydami? Bo przecież to oni wyjeżdżali teraz z Berlina, Monachium i Hamburga, niosąc w świat przesłanie o niemieckich uprzedzeniach, dalej…

Teufel (odc. 21)

21 stycznia 2011

Lotte zastanawiała się czasem nad dwoistością, którą kryła w sobie Marianna. Chmurny, niemiecki romantyzm rodem z Goethego i Schillera mieszał się w niej z wybuchową słowiańszczyzną, dla której pogardę Lotte przejęła od ojca. Uporządkowanie mieszało się z bałaganiarstwem, chłodne opanowanie z niepohamowaną pazernością życia. Marianna potrafiła być oschle rzeczowa, by już za chwilę czarować urokiem tych, którzy tego oczarowania byli godni. Przystępna, otwarta, pozostawała jednak zawsze odrębna, zdystansowana, a ci, którym wydawało się, że wkradli się w jej łaski, szybko mogli przekonać się, że to tylko złudzenie. Potrafiła być promiennie uśmiechnięta, by już za chwilę marszczyć czoło i biorąc się pod boki, wystukiwać każdą wypowiadaną sylabę na podobieństwo dźwięków, jakie wydawały obcasy uderzające o bruk Vorstädtischer Graben. Mówiła wówczas spokojnie, ale dobitnie, bo głosu nie podnosiła nigdy. Niezadowolenie potrafiła okazywać jednym drgnieniem swych jasnych, cienkich brwi. dalej…

Następna strona »