Leszek Biały – Źródło Mamerkusa

Źródło Mamerkusa (odc. 50)

24 lutego 2011

– Naczyniem?! – z wrażenia o mało nie zachłysnąłem się winem.
– I owszem – potwierdził. – Naczyniem, pojemnikiem, futerałem, mieszkiem, schowkiem, tuleją, zasobnikiem, a nawet, jeśli wolisz, puzderkiem. Wiadomo, o co chodzi.
– Chwileczkę, czegoś tu nie rozumiem – wtrącił się Yusuf. – Kiedy słyszę, jaki rejwach podnoszą chrześcijanie z powodu czynu człowieka, który został stworzony przez Boga jako normalny mężczyzna i spał z kobietą, którą ten sam Bóg ukształtował w miarę zgrabnie i powabnie, mam wrażenie, iż sądzą, że świat rozpadł się na drobne kawałki albo że, co najmniej, spadły z nieba wszystkie gwiazdy. Cóż się właściwie stało?
– A to, mości pośle, że nie ma innego grzechu, który pociągnąłby tak wielką liczbę dusz do piekła jak nieczystość, co ilustruje dobrze przykład Asmodeusza, który uśmiercił siedmiu kolejnych mężów Sary nie przy jedzeniu, nie w kąpieli i nie, dajmy na to, przy goleniu czy na łowach, ale właśnie w łożu. Jednak od zwykłego – i tak już wstrętnego – grzechu dalej…

Źródło Mamerkusa (odc. 49)

23 lutego 2011

– Twoja historia zaczyna być interesująca – przyznałem. – Ciekawe, co nastąpiło po tych trzech miesiącach?
– A to, że akurat przyszła na nią jej pora, i choć ją prosiłem i błagałem, znów mi odmówiła – skrzywił się nasz heretyk.
– I bardzo dobrze, bo małżonkowi, tak jak rolnikowi, wolno sypać ziarno tylko w porze siewu – pouczył go surowo mój gość. – Dziecko poczęte z miesiączkującą jest opętane przez diabła albo trędowate, może chorować na padaczkę, być garbate, głuche, ślepe, nieme, chrome, zezowate, mieć tylko jedno oko albo jedną rękę, nogi krzywe jak pałąki albo głowę wielką jak beczka, przy czym niemal zawsze brak w tej beczce piątej klepki, jako że od krwi miesięcznej dzieją się nie tylko takie rzeczy, ale także rdzewieje żelazo, czernieje srebro, mleko się ścina, wapno nie wiąże, mięso się psuje, psy dostają wścieklizny, drzewa nie rodzą, zboża nie dojrzewają, kwiaty więdną, trawy żółkną, a wino zamienia się w ocet. Nawet Żydzi oszczędzają ten czas, i to nader skwapliwie. dalej…

Źródło Mamerkusa (odc. 48)

22 lutego 2011

Rzuciłem memu słudze groźne spojrzenie i podsunąłem mięsiwo gościom.
– A na czym konkretnie polega wina tego nędznika? – zapytałem.
– Tylko nie nędznika! – niespodziewanie odezwał się nagus. – Mogę się założyć, że pochodzę z dużo lepszego rodu niż ty, panie.
– Nie wierz mu, synu – duchowny machnął lekceważąco ręką. – Znam ich dobrze. Zawsze opowiadają niestworzone rzeczy. A to zapewne zwykły adamita. Każdy heretyk uwielbia przybierać pozory cnoty, ale w środku jest wściekłą bestią lubiącą kąsać znienacka. Nie macie to przypadkiem kapki wina?
Podałem mu bukłak z winem, po czym zwróciłem się do golca, rozdrażniony jego uwagą:
– Jakoś nie widać po tobie tego wysokiego rodu, którym się tak chełpisz. dalej…

Źródło Mamerkusa (odc. 47)

21 lutego 2011

Zza zakrętu wyłonił się niewielki orszak składający się z jeźdźca na mule, dwóch zbrojnych pachołków i prawie nagiego mężczyzny, który wlókł się za nimi na postronku, to machając rękoma jakby dla złapania równowagi, to potykając się lub nagle podskakując bez żadnego widocznego powodu.
Ci, którzy go prowadzili, zatrzymali się na nasz widok, przez chwilę naradzali się między sobą, potem zaś piechurzy napięli łuki i dopiero tak przygotowani, odważyli się podejść bliżej. Jeździec okazał się starszym, zasuszonym duchownym. Golec, ubrany w strzępy szaroburej tuniki, nie zasłaniającej mu dobrze nawet przyrodzenia, był młodym jeszcze człowiekiem, bardzo chudym i brudnym. Do pasa skrywał go gąszcz splątanych włosów przetykanych zeschłymi liśćmi i igliwiem, zaś nogi krępował mu łańcuch, spod którego sączyła się krew. Mając w pamięci Hyperechiosa, a na uwadze napięte łuki, odezwałem się pierwszy, jak najprzyjaźniej: dalej…

Źródło Mamerkusa (odc. 46)

18 lutego 2011

– Nie wiem, czy ci wiadomo, że ów Hyperechios, czy jak mu tam, uratował mi kiedyś życie? – odpowiedział pytaniem na moje pytanie.
– Tak, wspominał o tym.
– Wtedy nie wiedziałem, dlaczego to zrobił, ale zastanawiając się nad tym wielokrotnie, doszedłem do wniosku – dziwnego, przyznaję – że stało się tak wyłącznie dlatego, że przed śmiercią nie chciałem się wyspowiadać. Toteż kiedy przywiązany do drzewa rozpoznałem go w pustelniku, pomyślałem sobie, że tylko odmowa spowiedzi może mnie znów uratować. Jeśli zaś chodzi o to, dlaczego postanowiłem odmienić moje życie, cóż mogę ci powiedzieć nad to, że Duch wieje, kędy chce?
– To prawda.
– Yusuf mówił mi, że jedziecie na Wschód. Jeśli dotrzecie do Ziemi Świętej, proszę cię, nie zapomnij pomodlić się także za moją duszę. dalej…

Źródło Mamerkusa (odc. 45)

17 lutego 2011

Przez dwa następne dni, pomimo starań Yusufa, młody zbójca nie odzyskał przytomności i wahał się między życiem a śmiercią. W tym samym czasie ludzie Hyperechiosa, zamknięci pod strażą w owczarni, modlili się gorliwie za jego zdrowie, ponieważ Gonzalo zapowiedział im, że wszyscy zapłacą gardłem, jeśli Jaś Monstrancja umrze. Trudno powiedzieć, czy sprawiły to ich gorące modły, czy zabiegi Yusufa, czy zwyciężyła po prostu siła młodego organizmu, któremu niespiesznie było odchodzić z tego świata, dość, że trzeciego dnia Jaś przyszedł w końcu do siebie. Od razu kazał wziąć na spytki jednego z kompanów Hyperechiosa, aby dowiedzieć się, co było powodem tak wielkiej nienawiści pustelnika do jego osoby. Zaś następnego dnia wezwał nas wszystkich do siebie.
Kiedy otoczyliśmy wianuszkiem jego barłóg, Jaś Monstrancja, z wyraźnym trudem, jako że skóra schodziła mu z twarzy całymi płatami i każde wymawiane słowo sprawiało mu wiele cierpienia, zwrócił się do nas w ten sposób: dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »