Witold Horwath – Panna Wina

Panna Wina (odc. 25)

20 stycznia 2011

CZWARTY CHYBA BYŁ Z KARTELU
i dokładnie na takiego wyglądał w podniesionych na czoło supermodnych ciemnych okularach i w rozchełstanej kwiecistej koszuli, pod którą kiedy tańczył, poruszały się w rytm muzyki twarde mięśnie torsu. Musiał być niewiele po dwudziestce, ale w rysach miał coś z dojrzałego, doświadczonego faceta, co dodatkowo podkreślał krótki zarost pokrywający ogorzałe policzki i szeroką, mocną dolną szczękę; i choć budowy był masywnej, ruchy jego cechowała lekkość i zwinność, jak gwiazdę tenisa albo drapieżnego kota, i właśnie takim miękkim, kocim krokiem podszedł do mnie w Carmazine Club.
Puta madre! Jak ja z nim szalałam, solo i w duecie, i znów solo, coraz szybciej, coraz bardziej kosmicznie, od rock and rolla przez sambę do tanga, kiedy już wszystkich wymiotło i tańczyliśmy tylko my, tylko ja i Benito w parze, z oczami płonącymi, oboje prawie nadzy, bo ja w szortach i krótkim topie, a on nagle zrzucił koszulę i cisnął w tłum, dalej…

Panna Wina (odc. 24)

19 stycznia 2011

Ale miałam z nim potem cyrk! Normalnie już na parkingu chciał mnie ciupciać w tym swoim japońcu. Mówię: kurwa, facet, ludzie się patrzą, a on nic, tylko fotel rozkłada i przygniata mnie worami tłuszczu, grube łapsko szarpie mi szorty, próbuje ściągnąć; ledwie się wywinęłam i ze łzami w oczach poprosiłam, żeby pojechał gdzieś w głąb Gaju, bo ja się wstydzę, „nie rozumie pan? mam dopiero szesnaście lat i nie chcę mieć zszarganej opinii, a tu na Santa Inez wszyscy się znają, wystarczy, że jakaś sprzątaczka albo kelnerka zobaczy…” i pan zrozumiał, a ponadto wzruszyły go moje łzy, bo prawie każdego z tych chujów wzrusza, kiedy biedna mała płacze.
No to wykierowałam go w takie miejsce, gdzie nawet w dzień jest ciemno jak w dupie, a po zmierzchu to już w ogóle nic nie widać, więc biedak nie wiedział, od kogo dostał w czachę i tylko słyszał mój histeryczny krzyk, kiedy chłopaki pakowali go do bagażnika. dalej…

Panna Wina (odc. 23)

18 stycznia 2011

I pstryknęłam w łebek jaszczurki, która podskoczyła, uderzając w krzywy kinol. Puta madre!* Jak on się roześmiał. Do końca życia nie zapomnę tego rżenia, jakby z głębi piekła, gdzie diabły ciągną do kotła masochistę, a on ryje się z nich i wiecznej męki, bo dla niego będzie przecież wieczną rozkoszą.
I ująwszy jaszczurkę w dwa palce, nie przestając się śmiać, rzekł do niej:
– Widzisz, mała, dla tej kurwy jesteś warta stówę.
Na dole obrotowe drzwi wyrzuciły mnie wprost na Massenę, który stał przed Volcano, paląc papierosa. W Long Wave się nie znaliśmy, ale musiało być w mojej twarzy coś, co go zaniepokoiło, skoro, łamiąc ustalenie, spytał dyskretnie, czy wszystko OK.
– Spoko, Bibi. Tylko jaja jak berety, potem ci opowiem.
I oddaliwszy się od Masseny, czekałam na mojego klienta, patrząc w gwiazdy, które gęsto wisiały nad hotelem i przebijały się przez blask neonu. Od dziecka lubiłam nocne niebo, dalej…

Panna Wina (odc. 22)

17 stycznia 2011

Lecz to go specjalnie nie szpeciło, bo czy można jeszcze bardziej zeszpecić chudą, pomarszczoną twarz, której każdy element, na czele z przekrzywionym w bok nosem, był zdeformowany i osadzony nie tam gdzie potrzeba?… no więc nie można; od takiego ryja, nawet guz, co na nim rośnie, jest ładniejszy.
Zauważyłam, że ludzie dyskretnie odwracają od niego wzrok, a zatem stolik, który zajmował przy szybie oddzielającej taras od baru, znajdował się jakby w niewidzialnym kręgu, za parawanem odrazy; i ten parawan mnie też zasłonił, kiedy usiadłam obok, żaden facet się nie spojrzał, choć byłam w swoim służbowym mundurku – dżinsowych szortach i opalaczu ledwie okrywającym cycki; czegoś podobnego jeszcze nie doświadczyłam, więc czułam się dziwnie i nieswojo, i nagle wyobraziłam sobie horror: jakieś fluidy, które wydziela jego narośl, płyną do mnie między stolikami, muskają moją twarz i po chwili wykwita mi coś podobnego, i to niejedna, tylko dziesiątki maleńkich jaszczurek, jakby dzieci tamtej, dalej…

Panna Wina (odc. 21)

14 stycznia 2011

Wyszliśmy z Carmazine Club o trzeciej i wsiedliśmy do czarnego BMW. Wykierowałam ich na jedną z bocznych dróg i ponaglałam Juana, żeby jechał szybciej, bo o czwartej dziesięć mam prom na Isla de las Rocas.
– To jeszcze ponad godzina – powiedział Mario; wyraźnie nie w smak mu było rozstawać się ze mną tak bez niczego, ale nie bardzo wiedział, jak to wyrazić, i nagle, gdy mijaliśmy sykomorowy zagajnik, spytał z głupia frant, czy uprawiam wolną miłość.
A potem to już był blitzkrieg – Bibi zajechał nam drogę passatem i wyskoczył wymachując czterdziestką piątką, a za nim Carlos, Jose i Esteban, którzy wyciągnęli frajerów z wozu, rzucili na glebę i skuli kajdankami.
– Nie są pedały – powiedziałam po hiszpańsku. – Ten mniejszy właśnie chciał mnie ciupciać.
Nie przypuszczałam, że to tak Massenę wkurwi, i przez moment przelękłam się, że dalej…

Panna Wina (odc. 20)

13 stycznia 2011

Podłazili kolejni faceci, proponując drinka, więc z perlistym uśmiechem pokazywałam swój i dziękowałam, jakiś gringo chciał się przysiąść, lecz mu grzecznie wytłumaczyłam, że czekam na przyjaciela, bo choć dopiero debiutowałam, czułam instynktownie, że w tej robocie nie wolno się rozdrabniać i zdawać na przypadek, jeśli jest konkretny cel, a tych dwóch frajerów upatrzyliśmy sobie już o trzynastej, jak wyjeżdżali z parkingu przed hotelem.
Siedzieli teraz przy barze, pijąc piwo, a mnie nic mądrego nie przychodziło do głowy, bo gdyby był jeden, to bez problemu, wiedziałabym jak grać, ale było dwóch i weź tu rozdziel tandem, a co gorsza wcale nie miałam pewności, który jest właścicielem auta.
Około północy podeszłam do baru, poprosiłam o następnego drinka i mentolowe salemy; patrząc z bliska, zauważyłam, że loczki blondynka są farbowane a jego oczy z długimi dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »