Witold Horwath – Panna Wina

Panna Wina (odc. 31)

28 stycznia 2011

I PRZEJECHAŁY OBOK DYSKOTEKI, GDZIE SIĘ BAWIŁAM,
anonsowane dźwiękiem syren, który zmieszał się nagle z gitarowym duetem Slasha i Izzy Stradlina, więc reptiles podeszli ze swoimi pannami do okna, ja zaś, pełna złych przeczuć, wybiegłam na ulicę i stojąc przy krawężniku liczyłam, ile przelatuje, pięć, sześć, siedem, krótka przerwa i jeszcze dwa, a potem zobaczyłam jak sznurek świateł skręca w oddali w lewo, czyli zjeżdża z Alei w Gaj Świętych i już byłam prawie pewna, że tej nocy Bibi zaliczył porażkę, dlatego nie wróciłam po dyskotece do domu, tylko poszłam spać do Juanity, która niedawno pobrała się ze swoim felczerem i zamieszkali razem na Rybackiej, niedaleko portu, i tam rano z radia dowiedziałam się o nieudanym napadzie na dwóch biznesmenów z Cordoby i aresztowaniu sprawców, oczywiście był wśród nich Barnabas Massena, jego nazwisko jako jedyne wymieniono, moja siostra przeżegnała się, „Boże, Laura, jakie to szczęście, że ty się już z tego wyplątałaś”, dalej…

Panna Wina (odc. 30)

27 stycznia 2011

A W CZASIE KIEDY ONI ROZMAWIALI, BIBI DARŁ SIĘ NA MNIE, ŻE SPIERDOLIŁAM ROBOTĘ
i mówił bratu, który właśnie wrócił z portu z kasą, żeby nie płacił mojej działki, działkę Laury rozdzielamy równo między siebie, kara musi być, a to wszystko działo się już u nas, na Podzamczu, więc powiedziałam: „cześć, bujajcie się sami” i poszłam w kierunku domu, a wtedy Bibi przestraszył się, że nie popłynę jutro z nimi do Panamy, dogonił mnie i wcisnął w rękę banknoty, lecz gdy dwanaście godzin później czekał na mnie w barze Don Alexandra, żeby zabrać na prom, ja już byłam na promie, ale innym, i dopływałam właśnie do Cordoby, skąd pociągiem pojechałam do Puerto de las Aguilas, a dalej do Managui, gdzie przesiadłam się w autobus, a potem w drugi autobus i jeszcze jeden, aż wreszcie po trzech dobach znalazłam się w Stanach, dalej…

Panna Wina (odc. 29)

26 stycznia 2011

– Klapnij sobie – wskazał mu fotel, na tyle odsunięty od biurka, że siedzący na nim nie sprawiał wrażenia petenta; zresztą Syrius również nie zajął urzędowej pozycji, ale chodził po gabinecie, paląc papierosy i strzepując popiół za okno, które ostrym, pełnym złości szarpnięciem otworzył na oścież, więc powiało na nich chłodnym przedświtem.
– Coś idiotycznego i absurdalnego – powtórzył – żeby w piętnastotysięcznym okręgu, gdzie prawie wszyscy się znają, jedna i ta sama panienka dokonała w ciągu dwóch tygodni aż pięciu przestępstw, w dodatku w identyczny sposób, i nikt, nikt z ponad stu policjantów nie umiał zdobyć o niej żadnych konkretnych informacji!
Medina wysłuchawszy zdania, które aż iskrzyło od przeakcentowanych liczebników, zwiesił jedynie głowę. dalej…

Panna Wina (odc. 28)

25 stycznia 2011

– Tak – odparł, najpierw przez sekundę speszony tym gestem, a zaraz potem ośmielony do tego stopnia, że zaprosił mnie na kolację, a ja zgodziłam się pod warunkiem, że najpierw pojedziemy do Gaju Świętych, tam mieszkają w hotelu moi starzy, u których dla porządku powinnam się zameldować na chwilkę, bo od rana wybyłam i pewnie się martwią, czy żyję.
– A nie zatrzymają cię w areszcie domowym? – niby to zażartował, lecz naprawdę – zaniepokoił się. Przeklęci rodzice mogli faktycznie nie wypuścić córeczki z pokoju, a wtedy nici z dymanka.
– Co pan? Ja jestem wolna dziewczyna i oni to już dwa lata temu uszanowali. Zero zakazów – uśmiechnęłam się do mojego chudego Kanadyjczyka z triumfem wyzwolonej gówniary. To był bardzo miły, przyjemny facet. Nie macał, nie wygadywał świństw, przez całą drogę ciekawie opowiadał o amatorskich filmach, którymi się pasjonował i nakręcił ich na kopy na wszystkich kontynentach, a najwięcej w Afryce. dalej…

Panna Wina (odc. 27)

24 stycznia 2011

Za chwilę klęczał obok niego Esteban, a ja zastanawiałam się, czy mnie też kopnie; lecz zamiast tego wziął mnie pod brodę i długo, przenikliwie popatrzył w oczy.
– Jesteś mądrzejsza od tych głupków, więc słuchaj i dobrze zapamiętaj: chcecie strzelać, to na prom i do Cordoby albo do Panamy! Zrozumiałaś, dzieweczko?
– Tak, Wuju, zrozumiałam – odrzekłam tonem, jakim w dzieciństwie zwracałam się do księdza Juana i dodałam, że w pełni się z nim zgadzam, bo chociaż Kolumbijczyk pierwszy sięgnął po pistolet i tak wszystkiemu my jesteśmy winni, skoro dopuściliśmy do sytuacji, że mogły paść strzały i rzeczywiście padły, a co gorsza to się jeszcze ma szansę powtórzyć, bo nigdy nie wiadomo, czy facet nie jest uzbrojony, niby ich obmacuję, żeby sprawdzić, ale tamten na przykład trzymał pod deską rozdzielczą, a inny może trzymać w dupie, wszędzie nie zajrzę; i tym końcowym żarcikiem rozbroiłam Wuja. Sowa przestała się stroszyć. dalej…

Panna Wina (odc. 26)

21 stycznia 2011

A WIECZOREM WEZWAŁ WUJ
Bibi Massenę, Estebana i mnie do swojego wielkiego domu, przed którym leżały dwa kamienne lwy z szeroko rozwartymi paszczami, w intencji rzeźbiarza pewnie ryczące groźnie, a dla mnie raczej ziewające z nudów, bo sama też bym tak ziewała, gdybym musiała non-stop leżeć pod czyimiś drzwiami. Czułam ogromną ulgę, gdyż w południe nasze lokalne radio podało, że Kolumbijczyk żyje, o własnych siłach dowlókł się jakoś do szpitala, doktorzy już go zoperowali, i wszystko jest OK; lecz, żeby być pewną, bo w radio czasem mówią głupoty, poszłam sama na Portową, do mojej siostry Juanity, która była pielęgniarką w szpitalu i właśnie miała dyżur; potwierdziła, że chłopak ma się dobrze i już ją nawet próbował podrywać, chwilę chichotała, powtarzając jego zaczepki, aż nagle spoważniała i spojrzała na mnie wylęknionymi oczami.
– Laura, ale ty nie miałaś z tym nic wspólnego? dalej…

Następna strona »