Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 34)

2 września 2011

Sam Hunzach to dawna stolica awarskiego chanatu; ośrodek stary i znaczący zarówno pod względem ekonomicznym jak i politycznym oraz kulturalnym. Podobno etnonim „Awarcy” – Awarowie przez długi czas odnosił się tylko do mieszkańców hunzaskiego chanatu, a tutejszy nucał miał nielada pozycję i na niejedno mógł sobie pozwolić: razu pewnego szach perski – tak legenda – życzył sobie, żeby awarski chan przysłał jemu konia, który byłby nie wrony, nie biały (tutaj następuje wyliczenie wszystkich możliwych maści końskich). Nucał odpowiedział, że gotów jest spełnić życzenie szacha, niech tylko posłańcy przyjadą po tego konia nie w niedzielę, nie w poniedziałek, nie… i tak dalej. Tak wyraża się w literaturze ludowej samorządna pozycja feudalnych państw Dagestanu.
Dzisiaj jedziemy na drugą stronę płaskowyżu, na prawdziwe szaszłyki pieczone na ognisku pomiędzy kamieniami. Trochę straszno. Słowo „dżygit” do dzisiaj jest dalej…

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 33)

1 września 2011

– Tym wąwozem uciekali ze zsyłki marynarze Floty Czarnomorskiej – opowiada Mohammed Miedżydow – osadzeni tutaj za udział w rewolucji 1907 roku. Miałem taki zabawny przypadek: odsługiwałem wojsko na Litwie. Któregoś dnia, nie mając akurat niczego do roboty, strugałem patyk. Wycinałem na nim wzory, które znałem od dzieciństwa. Nagle podszedł do mnie jakiś stary marynarz i zdecydowanie stwierdził: „Jesteś z Dagestanu”. „Tak”. „Pochodzisz z Hunzachu”. Tego już było za wiele. Zasypałem go pytaniami. Okazało się, że był właśnie jednym z tych marynarzy z krążownika „Oczakow”, którzy stacjonowali karnie w aranińskiej twierdzy. Chodzili wtedy do Hunzachu i zwrócili uwagę, że i chłopcy i młodzieńcy i starcy strugali patyki właśnie tak, jak teraz ja.
Przy dalszej rozmowie okazało się, że to dziadek Mohammeda wyprowadził oczakowców z twierdzy na wolność i sprowadził w dół, przez wodospad. dalej…

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 32)

31 sierpnia 2011

Kiedyś przyszłyśmy z mamą do młyna. Hadżi podmiatał białą, miękką szczotką mąkę, która została między żarnami. Zebrał mąkę i wsypał ją do woreczka. „Te pozostałości po mieleniu zbieram dla sierot” – powiedział. Podniósł głowę i zobaczyłyśmy, że strasznie zmieniła się jego twarz. I on stał się całkiem inny. Maleńki, żałosny… Wspaniała broda zniknęła. „Wujku Hadżi – zapytała moja mama – co się stało z twoją brodą”?
„Ogoliłem ją, córeczko – odpowiedział – W niej chowała się mąka.
A ja już jedną nogą jestem w grobie i boję się grzechu”. U nas w górach chleb zawsze uważano za święty. Do dziś mówi się, że do kobiety, która go piecze, nie wolno odwracać się plecami, bo to wielki grzech. Słowa wujaszka Hadżi, i jego głos, do dzisiaj pozostały mi w uszach. dalej…

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 31)

30 sierpnia 2011

Fazu Alijewa objęła rękoma kolana, głowę lekko odchyla do tyłu pod ciężarem grubego węzła kruczoczarnych włosów:
– Tu jest miejsce mojego dzieciństwa. Tu każdy kamień ma swoją legendę. Widzicie ten pierścień, który tworzy skała? Jeśli kobieta jest bezpłodna, powinna w piątkową noc – u nas ludzie starej wiary uważają piątek za poświęcony – więc w tę piątkową noc, gdy nie ma księżyca, powinna udać się na tę górę. Ale tak, żeby się nikt o tym nie dowiedział. I musi sto razy przebiec przez ten pierścień. A kiedy wróci do domu – spotkać się ze swoim mężem. Wtedy na pewno będzie miała dzieci. W naszych czasach leczą lekarze, ale dla mnie każdy kamień tu jest święty, bo to one wpoiły we mnie miłość do legend i podań, w które nasz naród jest tak bogaty. One rozbudziły we mnie zainteresowanie literaturą. dalej…

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 30)

29 sierpnia 2011

Na czas pobytu w górach zatrzymujemy się w domu Nabiego, brata Fazu (do tego domu właśnie będzie zmierzać ze swymi polskimi gośćmi Rasul). Jest naczelnym inżynierem w największym dagestańskim kombinacie mięsnym. W rodzinnej wsi spędza zazwyczaj urlop, a jego żona i młodsze dzieci prawie trzy czwarte roku. Nabi przyjeżdża również na wolne soboty i niedziele. Podróż samochodem trwa wprawdzie wiele godzin, ale tę samą odległość można pokonać samolotem w pół godziny. Z Machaczkały jest tu przeciętnie pięć rejsów każdego dnia. W pogodny sierpniowy czwartek do godziny 11-tej naliczyliśmy ich siedem. Lotnisko jest niedaleko, nieco powyżej aułu, gdzie rozciąga się większy kawałek względnie płaskiej i równej łąki. Dla samolotu U-2, znanego u nas „kukuruźnika”, jest to całkowicie wystarczające lądowisko. Na ogół oczekuje na nim kilka osób, bo samolot zabiera jednorazowo 10-12. Każdy więc może zabrać do Machaczkały przynajmniej kosz owoców, dalej…

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 29)

26 sierpnia 2011

Dookoła płynęły strumyki, kwitły kwiaty, a gałęzie drzew obsypane ciężkimi owocami chyliły się ku ziemi. Dziesiątki przejrzystych źródełek patrzyło uważnie na pierwszych w tych stronach ludzi. Nawet stary ojciec poczuł się nagle młody. Zaś jego syn na dziewiąty dzień wstał i bez niczyjej pomocy doszedł do źródełka. Wkrótce sam zaczął znajdować gniazda pszczół, łamać plastry i pić, pić ten słoneczny napój zmieszany z grudkami wosku.
Niewiele myśląc ojciec uderzył motyką w ziemię. Stuk żelaza o kamień obudził smutną dolinę. Rozpromieniły się trawy, stały się jeszcze bardziej zielone, strumyki pomknęły weselej i żwawiej. Kwiaty wyprostowały się, podnosząc swe główki ku ludziom. Teraz wiedziały po co rosną.
Tak oto powstał mój auł. A nazwano go Giniczutl. dalej…

Następna strona »