Krzysztof Beśka – Ostatni seans

Ostatni seans (odc. 23)

22 czerwca 2011

Pod sufitem zawieszone były wydobyte skądś, historyczne transparenty; obok siebie wisiały wyblakłe: NIECH ŻYJE TOWARZYSZ JÓZEF STALIN i WYKONAMY PLAN SZEŚCIOLETNI, oraz nieco skromniejsze: UWOLNIĆ POLITYCZNYCH i WOLNA POLSKA WITA OJCA ŚWIĘTEGO – przedmioty o niewątpliwej wartości historycznej (choć niektóre mogły się jeszcze przydać). W pomieszczeniu stały również meble: stare fotele, podniszczona, ale jeszcze zdatna do użytku kanapa, słowem – wszelkie dobro, które każdego dnia można zobaczyć przy warszawskich śmietnikach.
– Nieźle, nieźle. Coraz lepiej – cmoknął z uznaniem Karol, przyglądając się wystrojowi tego miejsca.
– Staramy się – odrzekł skromnie chłopak, który przedstawił się jako Mateusz. – Chcesz mieszkać, mieszkaj! Przynieś, co masz, ale zapomnij o dragach i przemocy, segreguj śmieci, dbaj o czystość. Kubeł, woda i mop według grafiku. W końcu to nasz squat! dalej…

Ostatni seans (odc. 22)

21 czerwca 2011

Było jednak jedno miejsce na osiedlu, które dalece różniło się od reszty zabudowy. Wciśnięte między niewielki skwerek a dwa bloki: jedenasto- i czteropiętrowy. Okopcone z jednej strony pudło z czymś, co mogło być kominem, przypominało starą kotłownię. I było nią w istocie, kiedyś, przed paroma, może nawet kilkunastoma laty. Nikt sobie jednak nie zaprzątał nim głowy, tylko dzieci przestrzegał, by tam nie chodziły, sam mijał obojętnie i nie zaglądał do środka.
Od jakiegoś czasu zaczęto widywać tam jakichś młodych, dziwnych ludzi, ale mało kto z mieszkańców osiedla interesował się, kim są i co robią. Chodziły zresztą słuchy, że kotłownia ma zostać zburzona i mają w tym miejscu zbudować nowy, piękny budynek. Dla tych bogatszych.
Tymek zaparkował samochód przy ulicy. Wysiedli wraz z Karolem, by po chwili zmieszać się z podążającą od strony pętli autobusowej grupą mieszkańców okolicznych bloków. dalej…

Ostatni seans (odc. 21)

20 czerwca 2011

– Nie skuje go pan? – zapytał szef.
– Poradzę sobie.
Odprowadzani przez wszystkie oczy: czarne i niebieskie, skośne i okrągłe, minęli Murzyna z górą walizek i przeszli przez obrotowe drzwi. Fala ciepłego powietrza dmuchnęła im w twarze.
– Dobranoc panom – pożegnał ich dyżurujący pod drzwiami hotelu szwajcar w ciemnoczerwonej liberii.
Nie uszli jeszcze kilku kroków, kiedy Lech szarpnął się i syknął z nienawiścią.
– I co? Spałujesz mnie, kapitalistyczny pachołku?!
– Spokojnie, Lech – mruknął Tymon, nie zmniejszając ani trochę żelaznego uścisku; godziny spędzone na siłowni, a i domowe ćwiczenia, w tym gimnastyka dłoni przy pomocy gumowego krążka, przynosiły efekty.
– Znam swoje prawa! – rzekł Karol. dalej…

Ostatni seans (odc. 19)

16 czerwca 2011

– Nie, nie ma go – odpowiedziała kobieta; szerokość szpary między krawędzią drzwi a futryną, choć dość duża, nie zwiększała się też ani o centymetr, choć wystarczyła, by otaksować przybysza od stóp do głów.
– Kiedy będę mógł go zastać? – ciągnął dalej tę szczeniacką zabawę Tymon, sam dziwiąc się swojej cierpliwości, której nigdy nie miał za wiele, nie tylko w sprawach zawodowych. – Albo lepiej, gdzie mogę go zastać? – poprawił się. – Bo sprawa jest bardzo pilna…
Kobieta wyglądała na coraz bardziej zaskoczoną.
– Wiem, że lepiej by było, gdybym zadzwonił, ale…
– Karol nie używa komórki – ucięła blondynka, marszcząc brwi. – Przestał jej używać, odkąd… – przygryzła wargi, a nieruchome dotąd drzwi poruszyły się kilka razy, aż policjant poczuł na policzkach podmuch powietrza. – Mówił, że ma o wpół do ósmej jakieś spotkanie. W hotelu. dalej…

Ostatni seans (odc. 18)

15 czerwca 2011

7. Warszawa-Stary Mokotów, późne popołudnie.

Mimo korków, dotarcie do celu zajęło Tymkowi niespełna kwadrans.
Wciśnięty pomiędzy szare, jednakowe bloki z wielkiej płyty, pokryty jasnym, nowym tynkiem budynek stanowił enklawę luksusu dla wybranych. Podwórko ogrodzone wysokim na trzy metry płotem z żelaznych sztachet, otwieraną przy pomocy pilota bramą, kolczatką i cuchnącą w środku budką ochroniarza w czarnym uniformie z naszywkami i czapce z zatłuszczonym daszkiem. To typ szczególnego cerbera. Zna każdego z mieszkańców z twarzy, ba, nawet z nazwiska! Umawiać się trzeba na konkretną godzinę, jeśli chcesz odwiedzić szczęśliwca mieszkającego w tym szlachetnym przybytku, a i to mało: wylegitymować się, profilem stanąć i en face – pan Czesiek fach swój zna i nie z nim te numery. Potem krótkie przesłuchanie: na jak długo, po co i skąd pan właściwie wiesz, że pod czternastym mieszka akurat ten pana niby znajomy z rodziną? dalej…

Ostatni seans (odc. 17)

14 czerwca 2011

Na ostatniej stronie widniały trzy nazwiska wraz z adresami, które miał zgromadzić Podbiał, a które w jego zastępstwie wydobył Tymek. Byli to pracownicy zwolnieni w przeciągu ostatniego roku z firmy „Uniwertex”. Ale to nie wszystko. Dobrze działający dział personalny dysponował także fotografiami swoich pracowników. Byłych, powtórzmy. Zwolnionych przez Lubskiego. Zamordowanego.
A ostatnio w narodzie rzeczywiście wrzało. Warszawa, miasto mające nieszczęście być stolicą wciąż zmieniającego się państwa, nie potrafiło się przyzwyczaić do tego, że raz na jakiś czas zostaje sparaliżowane przez rozmaite demonstracje.
Atrybuty takich wystąpień zmieniały się wraz z rotacją rządzących ekip, charakterem protestu, no i tego, kto protestował. dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »