Krzysztof Beśka – Ostatni seans

Ostatni seans (odc. 29)

1 lipca 2011

Choć wczoraj wieczorem Kostek dotarł do domu dość późno, a zasnął jeszcze później, już dobrze po północy, czuł się wyjątkowo świeży i wypoczęty. Nie chciało mu się spać. Aż dziw, że jeszcze kilkanaście godzin temu… Nieważne. Lekko tylko szumiało mu w głowie, zawroty nie powtarzały się, można było z czystym sumieniem iść do roboty.
– A wczoraj podobno niezła awantura na Górczewskiej była – uszu Kostka doszedł strzęp rozmowy.
– Słyszałem. Jakiś pijany gliniarz o mało nie wystrzelał połowy bloku.
– Ja pierdolę! Już nie da się żyć spokojnie w tym mieście…
– Święte słowa.
Podbiał zacisnął zęby. Zrobił to, żeby nie zacisnąć pięści. Jednak rozmowa przycichła. Słychać było tylko stukot kół toczących się po szynach i furkot powietrza wpadającego do środka przez nieliczne uchylone lufciki. dalej…

Ostatni seans (odc. 28)

30 czerwca 2011

Kategoria druga to „Olewusy”. Nigdzie im się nie spieszy, schody i drogę na perony pokonują niespiesznym spacerkiem, z rękami w kieszeniach i znudzonym wyrazem twarzy. Ale to tylko pozory. Kiedy „Olewus” skonstatuje, że na peronie czeka pociąg metra z otwartymi drzwiami, z których nie wysypują się podróżni, coś w nim przeskakuje, zmienia się, nieznacznie, ale zawsze, wyraz twarzy. Nie zmienia się jednak zupełnie tempo marszu. I dopiero w momencie, gdy delikwenta dzieli od drzwi pociągu zaledwie kilka metrów, następuje nagły zryw, zakończony dopadnięciem drzwi. Czasem ma to opłakane skutki – podłoga w metrze warszawskim jest zawsze czysto wypucowana, wstyd (bardziej niż strach) rzucić papierek lub niedopałek papierosa, więc nietrudno o wywinięcie przysłowiowego orła. Zazwyczaj jednak wszystko kończy się szczęśliwie i „Olewus” (któremu, jak widać, jednak zależy) dostaje się do metra. dalej…

Ostatni seans (odc. 27)

29 czerwca 2011

Tymek nigdy nie czuł, jak trzęsie się ziemia. A teraz tak. Uciekali, aż miło. Kilka latarek upadło na ziemię, snop światła jednej wycelowany był nawet dokładnie wzdłuż ścieżki i widać było znikające w dali podeszwy kilku par adidasów.
Tymon Nowak stał bez ruchu. Nie do końca jeszcze dochodziło do niego to, co się przed chwilą wydarzyło.
– Jesteś cały, Tymon?– zapytał komisarz Konstanty Podbiał, chowając pistolet do kabury, skórzanej i zawsze przy tym skrzypiącej.
– Tak – wykrztusił z największym trudem aspirant.
– To dobrze.
Przez dłuższą chwilę trwała cisza. Przerwał ją Tymon.
– Nie powinieneś być czasem w szpitalu? dalej…

Ostatni seans (odc. 26)

28 czerwca 2011

– O co chodzi? – zapytał Nowak któregoś z bębniarzy, bo Mateusz i Karol akurat gdzieś zniknęli.
– To są ludzie, którzy wpłacili pieniądze na mieszkania w apartamentowcu – wyjaśnił brodaty muzyk.
– W jakim apartamentowcu?
– W tym, który miał tutaj stanąć. Tylko że developer spierdolił z kasą na Seszele…
Wszyscy mieszkańcy starej kotłowni rozbiegli się w popłochu. Znalazł się za to Mateusz ze swoim wiernym psem. W rękach trzymał latarkę i trzonek od łopaty. Za nim szedł Karol Lech z… siekierą.
– Zostanę, pomogę wam! – zdeklarował się Tymon, czując w sobie nagły przypływ złości. dalej…

Ostatni seans (odc. 25)

27 czerwca 2011

– Po tym wszystkim zacząłem nawet żałować, że w ogóle studiowałem – powiedział Karol Lech, kiedy wraz z Tymonem usiedli wreszcie na miękkich fotelach, by odbyć obiecaną rozmowę. – Po cholerę było tyle lat siedzenia w bibliotekach i dusznych salach wykładowych? Żeby być korporacyjnym sługusem?! Nie rozumiem ludzi, którzy zapisują się na dwa fakultety, zarywają noce, nie mają czasu na nic. Idzie taki jeden z drugim na uniwerek, bo wszyscy z jego Batorego czy Reytana się tam wybierają. Ambitny, a jakże, nie żeby jakiś leser. Przyszłość ma zaplanowaną w najdrobniejszych szczegółach. Po studiach robota w międzynarodowym koncernie, apartament gdzieś w centrum albo bliźniak w Konstancinie, fura w garażu, dupa o wyglądzie modelki i wakacje na Wyspach Kanaryjskich, no, w najgorszym razie w Tunezji. Jeszcze nie wie, bidulek, że to wszystko pobożne życzenia… Bo takich jak on są dziesiątki, a może nawet setki tysięcy i dla wszystkich roboty nie będzie. Już nie ma! dalej…

Ostatni seans (odc. 24)

24 czerwca 2011

– Siemano, Radek. Przekwalifikowałeś się?
– Takie czasy, nie ma lekko – odparł tamten i pociągnął nosem. – Chcesz, zrobię ci zajebistego smoka.
– Nie przepadam za dziarami.
– To nie żadne dziary, to prawdziwa sztuka! – wykrzyknął oburzony.
– Wybacz, mistrzu, ale mimo to dzięki.
– Nie pękaj, stary! To prawie nic nie boli. Gutek ci może zaświadczyć – wskazał na swoją ofiarę, tego bez koszulki, który bez słowa i mało zachęcająco pokiwał głową, nie przerywając swojej pisaniny. – Tylko nie można potem jakiś czas pić, nawet browara.
– To jeszcze bym jakoś wytrzymał – uśmiechnął się Karol Lech.
– To jak? A może chcesz takiego fajnego orła na karku. Albo pająka na glacy. dalej…

Następna strona »