Ryszard Sługocki – Żelazna obroża

Żelazna obroża (odc. 26)

26 maja 2011

Skonfrontowany zostałem z Jąkałą, który przedstawił pisemne zeznania Krokodyla i dwóch innych mieszkańców Małej Bazy, że nikt na nic nie narzeka, tylko mnie zachciało się nie wiadomo czego. Jednak Cesarz nie do końca uwierzył zeznającym i powołał komisję, w skład której weszła między innymi Stokrotka. Komisja naocznie i nausznie przekonała się o mojej prawdomówności. Okazało się, że nowy sprzęt, przeznaczony dla nas, Jąkała przydzielił sobie. Tłumaczył się, że Mała Baza za pół roku, a najpóźniej za rok, ma być zlikwidowana, więc on tylko zabezpieczył go przed dewastacją lub kradzieżą. Dostał opieprz i przejściowo wypadł z łask. Nowy magnetowid i telewizor trafił na kamp, a do mnie doszło, że Jąkała obiecał porachować kości „temu pierdolonemu gryzipiórce, któren go podpierdolił u szefa”. dalej…

Żelazna obroża (odc. 25)

25 maja 2011

Kuleczka wyzłośliwiała się, że poziom inteligencji Stokrotki jest zerowy, co nie było prawdą. Stokrotka wcale nie była głupia i z przyjemnością mi się z nią rozmawiało. Wydała się rozsądna i dobrze wiedząca, czego chce. Ujawniła mi, że kocha kwiaty i przyjechała tu po to, by za zarobione pieniądze otworzyć kwiaciarnię. Zawsze witała mnie z uśmiechem, zachęcała do kolejnych odwiedzin i starała się zatrzymać dla mnie interesujące książki oraz „Politykę” i „Przekrój”, które były tu wyjątkowym rarytasem. Odniosłem wrażenie, że zyskałem jej sympatię, zdawałem sobie jednak sprawę, że nie mam u niej żadnych szans jako adorator – była zajęta. Jej wielbiciel, Szpanerek, chociaż niskiego wzrostu, odznaczał się sportową muskulaturą, zajmował kierownicze stanowisko, dysponował samochodem i był znacznie ode mnie młodszy. Kudy mi tam było do niego! dalej…

Żelazna obroża (odc. 24)

24 maja 2011

W Małej Bazie nie cieszyłem się sympatią, bo odbiegałem od normy, to znaczy nie kumplowałem się, nie przechodziłem na „ty” i, co najważniejsze, uchylałem się od uczestnictwa w zbiorowych popijawach, co ugruntowało opinię, że zadzieram nosa. Patrzono na mnie jak na idiotę, kiedy rano gimnastykowałem się, a po wielogodzinnym tkwieniu za biurkiem odbywałem biegi wokół kampu. Musiałem przy tym uważać, aby nie nadepnąć na leżących, którzy po „daniu sobie w szyję” nie zdołali doczołgać się do swoich hauszów i trzeźwieli na świeżym powietrzu. Okazywanie dystansu wobec zdobywania dodatkowej kasy jeszcze tę niechęć wzmacniało. Tuptuś, któremu oświadczyłem, że nie chcę, aby mi płacił za lekcje angielskiego, uznał mnie za frajera. Także i ci, którym tłumaczyłem za darmo obcojęzyczne foldery. W tym środowisku obowiązywała żelazna zasada „coś za coś”. dalej…

Żelazna obroża (odc. 23)

23 maja 2011

Największą kasę tłukł blacharz – lakiernik, zwany Złotą Rączką. Był wysoki i przeraźliwie chudy, nie dbał o higienę i chodził stale w wyszmelcowanym kombinezonie. Większą część dnia roboczego przesypiał w kącie warsztatu. Z trudem dawał się obudzić do pracy przy remoncie służbowych pojazdów Firmy, odsypiał bowiem nocne klepanie samochodów Libijczyków. Przed robotą musiał się napić, bo na trzeźwo mu nie szła. Podlany „cekopem” ujawniał niezwykły talent. Bez specjalistycznych przyrządów wygładzał płaszczyzny i przywracał geometrię nadwozia. Paroma uderzeniami młotka prostował niemiłosiernie powyginane blachy. Właściciele starych, obtłuczonych i przeżartych rdzą pojazdów skłonni byli płacić każdą cenę i bić przed nim czołem, bo po wyjściu spod jego ręki każdy rzęch wyglądał, jakby wyjechał prosto z fabryki. Na kampie opowiadano, że pewien Libijczyk, w zamian za podjęcie się naprawy, był gotów udostępnić mu jedną ze swych licznych żon, dalej…

Żelazna obroża (odc. 22)

20 maja 2011

Korzystano z każdej okazji, by pojechać na lotnisko i porozmawiać z przylatującymi, a także zatelefonować do rodziny w Polsce. Przy jedynej budce telefonicznej stała zawsze długa kolejka. Oczekiwanie trwało nieraz kilka godzin, a gdy wreszcie udało się uzyskać połączenie, zwykle pierwsze słowa troskliwej małżonki brzmiały:
- Kochanie, jak stoi?
Chodziło, oczywiście, o stosunek dinara do dolara – czy całkiem nie oklapł. Zarobki otrzymywaliśmy w dinarach, przeliczanych po oficjalnym kursie na dolary, które wpływały na konto w kraju. Kiedyś za dinara otrzymywało się prawie pięć dolarów, a teraz niecałe trzy, co wywoływało potężną frustracje po obu stronach telefonicznego kabla.
Na listy szczególnie niecierpliwie oczekiwali młodzi żonkosie. Koledzy nie szczędzili im złośliwości, szczególnie, jeśli listów od małżonek nie było lub nadchodziły zbyt rzadko. dalej…

Żelazna obroża (odc. 21)

19 maja 2011

Pozostali mieszkańcy Małej Bazy skazani byli na korzystanie z wdzięków pań tylko przy okazji potańcówek, organizowanych w święta państwowe i kościelne. Firmowy autobus zwoził na kamp z okolicznych centrów medycznych panie chętne do pląsów. Przy bramie oczekiwał tłum. Co niecierpliwsi nie czekali na otwarcie drzwi, wyciągali pasażerki przez okna i czym prędzej zabierali do hauszów, żeby się mogły „odświeżyć” przed tańcami. Zdarzyło się, że dwóch amatorów tańca tak gwałtownie „zapraszało” jedną z pań, każdy ciągnąc w swoją stronę, że wyrwali jej ręce ze stawów.
- Dobrze, że nie ciągnęli za nogi, bo chyba by babę rozdarli na pół. Przecież jak pan wiesz, każda jest w kroku lekko naderwana – chichotał Tuptuś.
Potańcówki charakteryzowały się tym, że przerwy między tańcami były długie a często muzyka grała w pustej sali, bo panie zamiast tańca wolały inne harce. dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »