Ryszard Sługocki – Żelazna obroża

Żelazna obroża (odc. 32)

3 czerwca 2011

Trzeba było mieć dużą odporność psychiczną, żeby to wszystko wytrzymać. Jelonek w końcu pękł i przez kilka tygodni pozostawał w całkowitym odrętwieniu, więc kierownictwo Firmy postanowiło skrócić mu kontrakt uważając, że nie nadaje się już do niczego. Żegnałem go z żalem, bo mimo swoich wad, był dobrym zwierzchnikiem. Z niepokojem oczekiwałem przyjazdu jego następcy.
Nowy dyrektor Głośnik, oprócz korpulentnej postaci odznaczał się tak donośnym głosem, że jak twierdzili złośliwcy, słychać go w Centralnej Bazie bez telefonu. Był już poprzednio na kontrakcie w Libii i twierdził, że zna tutejsze warunki, ale teraz często otwierał oczy ze zdziwienia i z rozrzewnieniem wspominał dawne czasy. Jego przyjazd zbiegł się z nasileniem odbiorów wykonanych robót. Komisje odbiorcze działały niezwykle opieszale, co opóźniało zapłatę. Zadaniem Głośnika było skłonienie członków komisji dalej…

Żelazna obroża (odc. 31)

2 czerwca 2011

Karim straszył Jelonka, że właściciel studni jest osobą niezwykle wpływową i Firma nie powinna mu się narażać. Ostrzegał, że będzie to kosztować znacznie drożej, jeśli poszkodowany poda Firmę do sądu.
- Uznajcie waszą winę psy niewierne, bo inaczej czeka was kalambusz! – więzienie. Firma pójdzie z torbami, jeśli mój przyjaciel wytoczy proces za zniszczoną studnię i stracone plony – wykrzykiwał.
Jelonek popełnił błąd. Oświadczył, że chociaż Firma nie poczuwa się do winy, to w geście dobrej woli przyśle robotników żeby naprawili pompę. Ustępstwo rozzuchwaliło naciągaczy. Domagali się wywiercenia nowej studni, zainstalowania nowej pompy i odszkodowania za rzekome straty. Tego już było Jelonkowi za wiele. Upierał się, że na nic więcej nie mogą liczyć. Druga strona także zacięła się w uporze. Staliśmy kilka godzin na polu, w palącym słońcu, bez kropli wody do picia. Grożono, że lada chwila przyjedzie policja, dalej…

Żelazna obroża (odc. 30)

1 czerwca 2011

Oprócz Singha prześladowcami Jelonka byli przedstawiciele lokalnych władz. Szczególnie dawali się we znaki szef Komitetu Ludowego Amir i jego zastępca Karim. Ten pierwszy nigdy nie raczył zjawić się osobiście w Małej Bazie i domagał się wizyt Jelonka w Aziziji, podczas których wymuszał haracze. Amir miał prawie dwa metry wzrostu i ważył pewnie ze sto pięćdziesiąt kilogramów. Małe oczka tkwiły w ogromnej głowie, zwieńczonej barankowatym owłosieniem. Kiedy się uśmiechał, a czynił to często i niezależnie od humoru, widać było między mięsistymi wargami pieńki popsutych zębów. Poniżej wielostopniowego podbródka rozlewały się zwały tłuszczu, z trudem maskowane przez obszerną, ale i tak pękającą w szwach galabiję. Brzuch opierał się na biurku zawalonym stosami papierów i teczek z dokumentami, do których chyba nigdy nie zaglądał. dalej…

Żelazna obroża (odc. 29)

31 maja 2011

Przed każdym spotkaniem Jelonek dostawał gęsiej skórki, bo wiedział, że będzie musiał poskramiać nienasycony apetyt inspektora. Wił się jak piskorz, by wyplątać się z sieci żądań. Zwykle mu się to nie udawało, bo stosował złą taktykę. Najpierw stanowczo mówił „nie”, a potem haniebnie ulegał. Można by było coś ugrać, gdyby mówił „tak” w sprawach, co do których było wiadomo, że Firma musi ulec, a twardo trzymał się raz powiedzianego „nie” tam, gdzie można było stawić opór. Singh jednak dobrze wiedział, że Jelonek w końcu ulegnie, więc nie zrażał się odmowami, tylko powtarzał swoje jak katarynka.
- Normalna pijawka, jak się nachłepcze krwi, to odpada, a ta hinduska jest nienasycona – narzekał Jelonek.
Uważałem, że popełniono błąd, zgadzając się, by Singh zamieszkał na terenie Małej Bazy. Gdyby wynajęto mu dom poza kampem, miałby mniej okazji do dojenia Firmy. dalej…

Żelazna obroża (odc. 28)

30 maja 2011

Wynagrodzenie pobierał od Libijczyków, ale o wiele więcej wyciskał z Firmy za „życzliwość” i przymykanie oczu na niedoróbki. Firma zapewniała mu mieszkanie w willi na terenie Małej Bazy, wyżywienie dla siedmioosobowej rodziny oraz samochód z kierowcą, a pracownicy warsztatu i łopaciarze służyli jako sprzątacze i ogrodnicy. Pomiatał nimi bezlitośnie. Kierowca z kornym ukłonem musiał otwierać drzwi samochodu przed inspektorem i jego małżonką, a dzieci opluwały go i biły. Uginał się pod ciężarem noszonych za nimi pakunków. Cała rodzina nauczyła się kilkunastu słów po polsku, by nim dyrygować, i przekleństw, aby mu wymyślać. Ze mnie Singh też próbował zrobić służącego. Kiedy uznał, że jestem mu potrzebny, wydawał donośny ryk słyszany w całym baraku albo przechodząc koło otwartych drzwi mojego pokoju, kiwał na mnie palcem. Żądał, żebym mu parzył herbatę, mył szklanki i obsługiwał gości. Kiedy odmówiłem, wrzeszczał, że spowoduje zwolnienie mnie z pracy, gdyż zostałem tu przysłany wyłącznie do jego dyspozycji z powodu językowej niemoty, dyrektora Jelonka, i reszty polskiej kadry inżynierskiej. dalej…

Żelazna obroża (odc. 27)

27 maja 2011

Przeciwieństwem Jelonka był jego zastępca, inżynier Jajogłowy. Starał się mieć oko na wszystko, dawał w kość obibokom, zwalczał „fuchmanów” i „skoczków” oraz surowo karał obozowych pijaczków, sprawdzał listę obecności i nakładał kary za miganie się od roboty. Dzięki niemu Mała Baza jako tako funkcjonowała. Ale miał słabość – regularnie „wpadał w ciąg”. Zamykał się wtedy w swoim hauszu i pił, ale nigdy nie udało mu się zgromadzić zawczasu wystarczającej ilości „cekopu”. Zawsze pod koniec „ciągu” odbywał wędrówkę od hauszu do hauszu, prosząc o „krowę”, czyli o pół litra, lub o nieco mniejszą „pepsówkę”. Pijusy, obiboki i skoczki wykorzystywali okazję, domagając się anulowania kar. Jajogłowy unieważniał wszystko, byle tylko otrzymać upragniony płyn.
Podczas nieobecności Tuptusia, w środku nocy zbudziła mnie bosonoga zjawa w rozchełstanej koszuli wyłażącej z niedopiętych portek. dalej…

Następna strona »