Maria Diatłowicka – Mozaika rodzinna

Mozaika rodzinna (odc. 41)

12 maja 2011

Miałam kilka pięknych porcelanowych lalek, z którymi trzeba było obchodzić się bardzo ostrożnie. Dwie duże odziedziczyłam po mamie wraz z licznymi strojami i rzeźbionymi dębowymi łóżkami. Miałam też dwa prawdziwe wózki dla lalek: jeden spacerowy, a drugi elegancki, granatowy, na wysokich kołach. Zabawki należało szanować, ponieważ przekazywano je z pokolenia na pokolenie. Zarówno w mieszczańskich, jak i ziemiańskich rodzinach wszelkie przyjemności dozowane były dzieciom z wielkim umiarem. Nikt dzieci nie rozpieszczał, gdyż uważano to za wysoce niepedagogiczne.
Kiedy rodzice wchodzili do pokoju, wstawałam i dygałam, a siadałam dopiero na wyraźne polecenie. Ze swojego pokoju wychodziłam tylko wtedy, gdy mnie zaproszono. Posiłki w stołowym razem z rodzicami zdarzały się dość rzadko, ponieważ jadali o innych porach. Przy stole obowiązywał zwyczaj, dalej…

Mozaika rodzinna (odc. 40)

11 maja 2011

Dom na Sewerynowie

Na Zielnej obu rodzinom sióstr Macatisówien mieszkało się razem przyjemnie, ponieważ były z sobą bardzo zaprzyjaźnione, jednak nie było to zbyt wygodne. Poza tym rodzice nie lubili tego staroświeckiego, bardzo wysokiego i niezbyt słonecznego mieszkania. Przeprowadzili się wobec tego na ulicę Sewerynów 4, do domu, który w 1938 roku otrzymał tytuł „Mister Warszawy”. Jerzy S. Majewski (jego cykl Warszawa nieodbudowana w Gazecie Wyborczej czytam od lat z wielkim zainteresowaniem) w artykule poświęconym kilkunastu luksusowym kamienicom powstałym u schyłku lat trzydziestych następująco opisał „wieżowiec mieszkalny” przy ulicy Sewerynów 4, róg Bartoszewicza, projektu Ludwika Paradistala: …charakterystyczną cechą tego nowoczesnego budynku mieszkalnego jest ośmiokondygnacyjna część wieżowca górująca dalej…

Mozaika rodzinna (odc. 39)

10 maja 2011

Zielna była ładną, elegancką ulicą. Podczas bombardowań we wrześniu 1939 roku w niewielkim stopniu uległa zniszczeniu, natomiast podczas Powstania Warszawskiego zniszczona została niemal całkowicie. Dzięki wystawie zorganizowanej przez ośrodek „Karta” Powrót miasta. Zielna 37 i okolice wczoraj, dziś, jutro zobaczyłam fotografię naszego domu przy Zielnej 29 (róg ulicy Świętokrzyskiej). Na wysokości pierwszego piętra widać reklamę hurtowni HAK, należącej do mojego ojca.
Mój ojciec utracił pracę, ponieważ pracował w reklamie, głównie filmowej, która z powodu wojny straciła wszelką rację bytu.
Wszystko trzeba było zaczynać od nowa. Po bombardowaniach cała Warszawa była bez szyb, więc ojciec założył sporą firmę szklarską. Pieniądze na rozruch pożyczył mu Roman Reiff, czego rodzice nigdy mu nie zapomnieli. dalej…

Mozaika rodzinna (odc. 38)

9 maja 2011

OKUPACJA

Lato 1939 roku było wyjątkowo piękne. Rodzina jak co roku spędzała je na Mierzei Helskiej w Jastarni. Niepokojące wieści na temat agresywnych poczynań Niemiec psuły nastrój. Powrócono trochę wcześniej do Warszawy. 1 września Niemcy zdradziecko napadli na Polskę. Wydarzenie to poprzedziły niemieckie prowokacje w Gliwicach i w Bydgoszczy.
Mężczyźni, wyruszając na wojnę, żegnali się z ukochanymi. Czasem w takich okolicznościach podejmowano nagłe decyzje. Stefan Kłosiński oświadczył się Jadwidze Macatisównie (siostrze mojej matki) i 1 września, w dniu wybuchu wojny, wzięli ślub w kościele Wszystkich Świętych przy placu Grzybowskim w obecności tylko dwu świadków z rodziny. Następnie pan młody w towarzystwie mojego ojca Ryszarda Kalickiego i Włodka Wysockiego – męża Magdy (z domu Ness, kuzynki Macatisówien) – wyruszyli w poszukiwaniu swojej jednostki wojskowej. dalej…

Mozaika rodzinna (odc. 37)

6 maja 2011

Na płaszczyźnie towarzyskiej nasza rodzina zadawała się tylko z ludźmi o takim samym systemie wartości i podobnym stylu życia. Kryterium nie było ani pochodzenie społeczne, ani bogactwo. W protestanckich rodzinach uczciwość oraz rzetelność uważano za warunek absolutnie podstawowy, ale chociaż traktowano je jako oczywistość, to jednak – zapewne w celach wychowawczych – stale o nich przypominano. Świat wydawał się bezpieczny, ponieważ dobre imię rodziny traktowano jako wartość bezcenną. Wobec osób, które zachowały się niegodnie bądź nieuczciwie, stosowano ostracyzm, nie podawano ręki, odmawiano wszelkich kontaktów. Wśród zamożnego mieszczaństwa bardzo często używano określenia „człowiek dobrze wychowany” lub „źle wychowany” i było to ważnym wyróżnikiem, który decydował o tym, czy można z kimś utrzymywać stosunki towarzyskie, czy nie można. Uważano te zasady za wysoce demokratyczne, dalej…

Mozaika rodzinna (odc. 36)

5 maja 2011

Jednak, jak to zawsze w dziejach Warszawy bywało, każda społeczna organizacja założona w najbardziej nawet rozrywkowych celach musiała podejmować trudne wyzwania w godzinie próby. W 1920 roku, gdy ze wschodu docierała do Warszawy bolszewicka nawałnica, WTW brało udział w obronie stolicy w ramach oddziału ochotników utworzonego z członków klubu. Zabezpieczali oni warszawskie mosty, gdzie dochodziło do bezpośrednich potyczek z czerwonoarmistami. Zachowało się wspomnienie o humanitarnej postawie Romana Reiffa, który zamiast zabić sowieckiego żołnierza z grupy zwiadowców, zakładającego ładunki dynamitu i przygotowującego wysadzenie mostu, wolał – ryzykując własnym życiem – ogłuszyć go i wziąć do niewoli. Gdy bracia krytycznie oceniali ten postępek, mawiał filozoficznie: „Kto wie, może opamiętał się i żałuje tego, co robił…”. dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »