Maria Diatłowicka – Mozaika rodzinna

Mozaika rodzinna (odc. 47)

20 maja 2011

Pamiętam też, jak kiedyś przed południem ojciec przyprowadził przypadkowo spotkanego na ulicy znajomego. Był straszliwie wychudzony, płaszcz wisiał na nim jak na kiju, był bardzo blady, zarośnięty, miał wybitnie semickie rysy. Ojciec zawołał gosposię, zapowiedział, że gościa trzeba szybko odkarmić i zaczął wydawać w tej sprawie szereg dyspozycji. Kucharka zapytała, czy zamierza go zabić, bo jeżeli nie, to ona będzie decydowała, jak postępować. Na początek dostanie niewielką porcję kleiku. Obserwowałam, jak ten pan jadł w milczeniu, powoli, z wysiłkiem, ze spuszczonymi oczami, a ojciec miotał się wokół, chcąc okazać mu życzliwość i gościnność. Obiecywał, że jeżeli wszystko będzie dobrze, to jutro dostanie też do kaszki łyżeczkę masła, a jeżeli zajdzie potrzeba, to wezwie się zaprzyjaźnionego lekarza. Wszystko to wydawało mi się niezwykle intrygujące, zwłaszcza że z rozmów dorosłych zorientowałam się, że jeżeli nikt nie zauważył tego pana, dalej…

Mozaika rodzinna (odc. 46)

19 maja 2011

Losy naszej rodziny wielokrotnie krzyżowały się z losami Żydów. Dom Reiffów na ulicy Smoczej w 1940 roku znalazł się na terenie getta (tą ulicą przebiegała granica) i nasza rodzina musiała się z niego wyprowadzić. W warszawskim getcie zamknięto 400 000 Żydów, a wśród nich większość lokatorów ze Smoczej, a także wielu znajomych. Rodzice mieli kolegów Żydów z okresu studiów ojca na prawie, a mamy na politechnice. W czasach, kiedy ojciec zajmował się reklamą, szczególnie filmową, także zawarł wiele znajomości z Żydami, ponieważ przed wojną przemysł filmowy został stworzony niemal wyłącznie przez żydowskich przedsiębiorców i pozostał w ich rękach (na marginesie warto przypomnieć, że w tym okresie powstało wiele patriotycznych filmów, które cieszyły się ogromną popularnością). Podczas okupacji okazało się, że darzyli oni ojca dużym zaufaniem i zwracali się do niego z różnymi sprawami. Czasem były to trudne sytuacje. dalej…

Mozaika rodzinna (odc. 45)

18 maja 2011

Niemcy narzucili zasadę narodowościowego podziału ewangelickich parafii. Hans Frank wydał rozporządzenie dotyczące podziału majątku warszawskiej Gminy Ewangelicko-Augsburskiej. Przeciw dobrowolnemu zrzeczeniu się części majątku na rzecz Niemców zaprotestował prezes Rady Kościelnej senator Ludwik Evert (mąż siostry mojego dziadka Ludwika Macatisa), oświadczając, że nawet pod groźbą natychmiastowego wywiezienia do obozu koncentracyjnego nie podpisze z Niemcami żadnej umowy. Stanowisko jego poparli wszyscy członkowie Rady, odmawiając dalszych pertraktacji z parafią niemiecką. Warto zaznaczyć, że stanowisko Rady Kościelnej miało istotne znaczenie, ponieważ w kościele ewangelickim rola i odpowiedzialność świeckich jest bardzo poważna. Po tej odmowie sprawa podziału majątku przycichła i do końca wojny pozostała w zawieszeniu, pomimo że Niemcy przywiązywali do niej dużą wagę. Warszawska parafia ewangelicka zaliczana była do kilku dalej…

Mozaika rodzinna (odc. 44)

17 maja 2011

Polscy obywatele, ale inaczej traktowani
Z perspektywy dziecka w wieku przedszkolnym wydawało się, że wszyscy Polacy są zagrożeni ze strony Niemców jednakowo. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że są równi i równiejsi. Odnosiło się to przede wszystkim do osób pochodzenia żydowskiego. Sytuacja Żydów była nieporównanie tragiczniejsza niż wszystkich innych obywateli państwa polskiego, ponieważ z racji swego pochodzenia wszyscy byli skazani na zagładę. Obowiązywały słynne „Prawa norymberskie”, które stanowiły o tym, kto jest, a kto nie jest Żydem. Jeżeli rodzina ochrzciła się dwa pokolenia wcześniej i nie czuła się Żydami, ale chrześcijanami, zdarzało się, że Niemcy to respektowali. Decydowała wtedy nie krew, a stosunek do religii. Znacznie łatwiejsza niż Żydów, ale dużo trudniejsza niż katolików polskiego pochodzenia, była sytuacja Polaków protestantów pochodzenia niemieckiego. Zdaniem okupantów niemiecka krew powinna była określać niemiecką świadomość narodową. dalej…

Mozaika rodzinna (odc. 43)

16 maja 2011

Codziennie, bez względu na pogodę, chodziłam na spacer, ale na ogół nie do pobliskiego Ogrodu Saskiego, który mama przestała lubić, choć był to park jej dzieciństwa. Przez dobre dwieście lat był to niekwestionowany salon dawnej Warszawy. W pawilonach Instytutu Wód Mineralnych, w alejach parkowych, w oranżerii i cukierni, przy fontannie i altanie z wodą sodową spotykali się mieszkańcy Warszawy z towarzystwa, wymieniali nowinki i plotki, obserwowali modne toalety i słynne piękności, a także rój guwernantek i dzieci. Mama i ciocia Jadzia wspominały czasem, jak w dzieciństwie pięknie stroiła je ich matka, której bardzo zależało na tym, aby spacerowicze doceniali elegancję jej córek. Jako małe dziewczynki szczególną furorę robiły w futerkach z czarnych karakułów, a do tego w beretach i szalikach w szkocką kratę. Żaden dobry kuśnierz nie chciał podjąć się dalej…

Mozaika rodzinna (odc. 42)

13 maja 2011

Byłam bardzo ciekawska. Odkąd kilka razy zapytałam rodziców tonem towarzyskiej konwersacji (miałam wówczas 4–5 lat) „A co tam słychać w firmie Szumilin?” i nie chciałam uwierzyć, że nic ciekawego, w domu często przypominano „Uwaga na Marysię! Wszystkiego słucha”. Dyrektorem firmy Szumilin był Adam Steinborn (ożeniony z Janiną Mieszkowską, krewną mojego dziadka Macatisa), którego rodzinę zasłużonych działaczy niepodległościowych i społecznych znał pochodzący również z Torunia Stefan Kłosiński. Steinborn, który jako jedyny w klasie w niemieckim gimnazjum przyznawał się do polskości, doskonale znał mentalność niemiecką, co znakomicie ułatwiło mu przyszłą działalność. W latach trzydziestych pełnił w Warszawie wiele funkcji w organizacjach zawodowych – Zgromadzeniu Kupców Polskich, Izbie Handlowo-Przemysłowej, Kompanii Handlu Zamorskiego i w kilku innych, a w 1938 roku został dyrektorem Krajowej Hurtowni Herbaty „Szumilin”. dalej…

Następna strona »