Krzysztof Beśka – Fabryka frajerów

Ostatni seans (odc. 20)

17 czerwca 2011

Na środku sąsiadującej z hallem kawiarni, pomiędzy stoliczkami stał mężczyzna w średnim wieku, którego twarz wydała się Tymkowi skądś znajoma. Stał i próbował zetrzeć z marynarki jakąś gęstą, żółtą maź. Chyba była to farba. Towarzysząca mu kobieta w bardzo krótkiej spódniczce podrygiwała obok z otwartymi z przerażenia ustami i to chyba ona wydała okrzyk, który zmroził wszystkich ludzi.
Nie była to jednak ostatnia osoba dramatu: kilka kroków od stolika dwóch ochroniarzy hotelowych trzymało próbującego się wyszarpnąć, młodego chłopaka w nabitej ćwiekami, skórzanej kurtce i czerwonym grzebieniem włosów na ogolonej głowie. Ręce miał całe umazane tą samą farbą, którą bezskutecznie usiłował zdjąć z siebie tamten mężczyzna.
Po chwili przy napadniętym pojawili się kolejni pracownicy hotelu.
– Czy nic się panu nie stało? – zapytał jeden z nich. dalej…

Fabryka frajerów (odc. 30)

15 kwietnia 2011

Cisza. Cisza zupełna, głucha, przerażająca. Nawet jarzeniówki nie mruczą.
– No, to może jednak wpadlibyście do mnie dziś wieczorem na brydżyka? Mam naprawdę dobre winko.
– Dziś nie mogę, poważnie. Muszę się przygotować do tej jutrzejszej sprawy.
– Naprawdę się rozwodzicie?
– W końcu się wydało.
– Ja go ciach, a on mi w piach. Ja go na pół, a on mi w dół.
– Jakie miał życie?
Cisza. Podnoszę powoli wzrok. Patrzą na mnie pytająco. Ręce całe we krwi, między materiałem masek i czepków zmęczone oczy i zmarszczone, świecące się od kropel potu czoła.
– Nie wiem – odpowiadam ze ściśniętym gardłem. – Prawie się nie znaliśmy… dalej…

Fabryka frajerów (odc. 29)

14 kwietnia 2011

Instynkt lekarza zwycięża jednak nad ciekawością. Robert wstaje zza biurka i zaczyna badać rannego. Po chwili do gabinetu wchodzi ładna pielęgniarka i przynosi na tacy jakieś środki opatrunkowe. Oboje zajmują się chorym. Ja siadam z boku, w milczeniu przyglądając się zabiegowi.
Jest cisza zupełna, słychać tylko jednostajne buczenie jarzeniowych lamp pod sufitem. Nawet owady zrezygnowały ze swojej walki, gdzieś się pochowały.
Nagle światła zmieniają się na niebieskie, a raczej fiołkowe. Pamiętam dobrze ten kolor. Kiedy byłem mały i przechodziłem z mamą koło szpitala, pytałem, czemu niektóre okna są niebieskie. Odpowiadała, że tam leżą ludzie, z którymi jest bardzo źle.
Przenoszę wzrok w miejsce, gdzie siedzi Piotr. Zamiast niego widzę jednak kilkoro ludzi w zielonych fartuchach, czepkach na głowach i maskach na twarzach. Niektórzy stoją odwróceni plecami. Wszyscy pochylają się nad czymś lub nad kimś. dalej…

Fabryka frajerów (odc. 28)

13 kwietnia 2011

„Karakan”, wbity w niemodny garniturek w drobną krateczkę i pantofle na wysokim obcasie à la dekada sukcesu, pilnował, żebyśmy również wyglądali odświętnie. A to oznaczało, że musieliśmy się ubrać w mundury galowe. Jeszcze się nie zdążyły mocno zakurzyć od chwili inauguracji roku szkolnego.
Obstawieni dodatkowo przez wychowawców (czyżby zaczynano się bać rozruchów lub dezercji?), ruszyliśmy tym razem do miejskiego teatru. Znałem ten stary poniemiecki gmach, położony w centrum miasta, gdyż pod koniec nauki w szkole podstawowej przywieźli nas tutaj na jakąś sztukę. Chyba była to „Zemsta” Aleksandra Fredry.
A ja nawet lubiłem teatr, tym bardziej że i bilety na spektakle były w tamtych czasach dość tanie. Dużo tańsze niż do kina. Tym razem jednak o klasyce można było tylko pomarzyć, chociaż nie do końca… dalej…

Fabryka frajerów (odc. 27)

12 kwietnia 2011

– Dokąd tym razem? – zapytał złośliwie obywatela kapitana Jurek Kutrzeba, ten czarny z jeżykiem, teraz mokrym po porannej toalecie. A kapitan pewnie też musiał przechodzić prawdziwe katusze, że oto każą mu i w niedzielę zapierdalać do roboty i zatruwać nam dupy.
– Do kina – odparł półgębkiem nasz opiekun roku.
– Przecież byliśmy wczoraj – próbował protestować Zajączek, ale Karżyński już sięgał po kajet i nazbyt wnikliwy kolega zamilknął, chowając się za plecami innych towarzyszy w biedzie.
– Idziemy na odczyt, a potem będzie film – warknął wreszcie „Karakan”.
– Z podchorążym Taranem? – zapytałem, wietrząc w tym przynajmniej szansę na powtórkę dobrej zabawy z wczoraj.
– Z podchorążym Taranem – potwierdził kapitan i zaraz szybko, nie bez dumy dopowiedział: – I ze mną. dalej…

Fabryka frajerów (odc. 26)

11 kwietnia 2011

Zabuczało, choć w pobliżu nie przebiegała żadna linia wysokiego napięcia. Kapitan nie zareagował. Czyżby miał dla nas jeszcze jakąś niespodziankę?
– Grupą dowodzi kapral podchorąży Taran.
Zabuczało jeszcze bardziej. Może z transformatora, co stał niedaleko jeziora.
„Bażant” Taran, ubrany w wyjściowy mundur, wyprężył się służbiście. Świński blondynek z rudym wąsikiem, grubo ciosany; na nosie lecznicze okulary, ciemniejące na słońcu. Już wcześniej nieźle zdążył nam się dać we znaki: biegał po internacie jak rączy jeleń, budził nas, opierdalał i spisywał opornych. W szkole chadzał też na zastępstwa przedmiotów ścisłych, nie szczędząc nam uwag i złośliwostek. Nie powinien się nazywać Taran, a raczej Młotek.
– Baczność! Spocznij! W prawo zwrot! Naprzód marsz! – zaczął wydawać komendy, drąc się jak rasowy zupak. dalej…

Następna strona »