Yehuda Nir – Utracone dzieciństwo

Utracone dzieciństwo (odc. 19)

31 marca 2011

WIZERUNEK ARYJCZYKA

Podróż przebiegała dość spokojnie. Ludwik długo rozmawiał z Niemcami w naszym przedziale, a jeden z nich nawet zapytał, dlaczego jestem taki blady i nie uśmiecham się. Ludwik, przedstawiając mnie jako swego kuzyna, wyjaśnił mu, że jestem rekonwalescentem, który przeżył poważny przypadek gruźlicy. Oficer życzył mi szybkiego wyzdrowienia i poczęstował cukierkiem. Milcząc, skinąłem w podziękowaniu głową. Ludwik oznajmił, że jestem zbyt jeszcze słaby, aby rozmawiać.
Po przyjeździe do Krakowa udaliśmy się bezpośrednio do hotelu, w którym przebywała mama. Nawet teraz, po tylu latach, nie mogę znaleźć odpowiednich słów wyrażających moje uczucia na widok matki i Lali w tym ciasnym hotelowym pokoju. Patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem. dalej…

Utracone dzieciństwo (odc. 18)

30 marca 2011

Ujrzawszy mnie, byli zaskoczeni i niezmiernie szczęśliwi. Nie mieli najmniejszego pojęcia, co się ze mną działo od chwili ich aresztowania. Tym razem udało nam się, ale mieliśmy pełną świadomość, że gdyby sytuacja się powtórzyła, nie możemy znowu liczyć na szczęście. Ja byłem szczególnie zagrożony, ponieważ nie byłem ich dzieckiem, a Niemcy znali już realia ich sytuacji. Gdy Sonia udała się do pracy, Artur i ja usiłowaliśmy zaimprowizować plan mojej ucieczki. Jeżeli nawet mama utrzymała się przy życiu, to nie mógłbym się do niej dostać, nie znając miejsca jej kryjówki. Ludwika nie było w mieście. Po prostu nie istniała odpowiedź na pytanie, co dalej ze mną zrobić.
Sonia powróciła z pracy z dobrą wiadomością. Sekretarka z jej biura, pani Zagajska, jest skłonna zabrać mnie na czas trwania akcji do swego podmiejskiego domu. dalej…

Utracone dzieciństwo (odc. 17)

29 marca 2011

Wycałowaliśmy się na pożegnanie, z trudnością wstrzymując łzy. Nadzieja na przetrwanie była nikła, a na ponowne połączenie się prawie żadna. Ludwik, sam śmiertelnie zagrożony, planował powrócić za tydzień, i kolejno zabierać każdego z nas osobno do Krakowa. Nie mogliśmy podróżować wspólnie, gdyż czworo Żydów w jednej grupie znacznie zwiększało niebezpieczeństwo odkrycia nas. Mama obawiała się podróżowania na własną rękę – i to w nieznane – a ja nie mogłem podróżować samotnie ze względu na mój wiek. Miałem wrażenie, że żyję od dziesięcioleci w bezlitosnym terrorze, a przecież miałem dopiero dwanaście lat.
Samotny i odrętwiały ze strachu, wędrowałem przez ulice miasta w kierunku budynku, gdzie mieszkała Sonia. Ponieważ nie wolno było nam opuszczać getta bez specjalnego zezwolenia, więc wcześniej zdjąłem swą opaskę dalej…

Utracone dzieciństwo (odc. 16)

28 marca 2011

Morderstwo Juleczka i eksmisja do getta przyspieszyły decyzję o zaplanowaniu ucieczki. Kluczem do naszego ratunku i przetrwania była znajomość z Ludwikiem. Byliśmy całkowicie zależni od jego talentu, odwagi i wyobraźni. Uczynił już pierwszy krok: nabył świadectwa chrztu dla swojej matki i swej młodszej siostry Marysi, a następnie eskortował je w pociągu do Swoszowic – małego miasteczka uzdrowiskowego niedaleko Krakowa. Czuliśmy, że nawet na aryjskich papierach byłoby niebezpiecznie pozostać nadal we Lwowie. Istniało znaczne prawdopodobieństwo, iż moglibyśmy zostać rozpoznani przez miejscowych jako ich dawni sąsiedzi lub znajomi i zadenuncjowani na policję. Nie były to, niestety, sporadyczne przypadki, gdy Polak, rozpoznając Żyda na ulicy, najpierw szantażował go, zabierając mu wszystkie pieniądze, a następnie oddawał go w ręce Niemców. Mimo zakorzenionej od stuleci (z powodów historycznych) nienawiści do Niemców, oprócz rzeszy porządnych ludzi dalej…

Utracone dzieciństwo (odc. 15)

25 marca 2011

Nie wiem, dlaczego wyszła za mąż za Artura. Był on skromnym, łagodnie wypowiadającym się i taktownym człowiekiem, lecz bez akademickiego wykształcenia. Zwykle był bez pracy, z wyjątkiem pewnych zajęć w księgowości zlecanych mu przez mego ojca. Czas dzielił pomiędzy grą w szachy, czytaniem Dostojewskiego i opieką nad ich sześcioletnim synem Julkiem. Wysoki, łysiejący, o zdrowej cerze i pięknych, niebieskich oczach spozierających spoza okularów bez ramki, przypominał wiejskiego lekarza ze sztuki Czechowa. Był starszy o trzy lata od mojej matki, która w wieku sześciu lat, po śmierci ich ojca, traktowała Artura jak opiekuna spełniającego ojcowską nad nią opiekę. Mama zawsze usprawiedliwiała i rozgrzeszała jego brak formalnego wykształcenia lub choćby profesjonalnego kursu oraz chęci do zawodowej pracy. Ojciec patrzył z góry na Artura, ale mama wspominała wówczas o jego kruchym zdrowiu po przebytej gruźlicy, gdy był kilkunastoletnim chłopcem. dalej…

Utracone dzieciństwo (odc. 14)

24 marca 2011

Mama, Lala i ja, spędzaliśmy teraz większość czasu razem. Razem też spaliśmy w małżeńskim, obszernym łóżku moich rodziców. Samoistnie, niemal niepostrzeżenie, tworzyliśmy stopniowo zwarty, współzależny monolit – trójkąt w symbiozie. Nasz ratunek oparty był na tej jedności – wspólnocie fizycznego trwania i psychicznych cierpień.
Opowiadania mamy o przeszłości dawały mi poczucie ciągłości i przynależności rodowej. Mama była niezmiernie dumna z długiej linii pokoleniowej swego rabinackiego rodu Hagerów, którzy byli prominentami we wschodniej Europie już w XVI wieku. Nie była już tą samą kobietą, która jeszcze rok temu biernie i w milczeniu akceptowała wszelkie wypowiedzi i zalecenia mojego ojca. Przeistoczyła się teraz w lwicę gotową na wszystko, aby nas uratować. Ze wszystkich jej opowiadań lubiłem najbardziej te, które ukazywały przebiegłość jako sposób na przechytrzenie innych. dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »