Krzysztof Lipka – Nóż na gardle

Nóż na gardle (odc. 24)

7 kwietnia 2011

– Co ty opowiadasz, Maks, nic podobnego!
– A jednak. Sam wiesz wszystko. Pracowałeś dla Filipa Egalité, myślałeś, że nie wiem? Przyjaźnisz się z Dantonem…
– Ty też się przyjaźnisz z Dantonem!
– Eee, Kamilu, nie udawaj! Dobrze wiesz, co mam na myśli! Nie przyjaźnię się z nim tak jak ty! Tylko pozornie, tylko powierzchownie! Podczas gdy ty wolisz jego ode mnie! A co najgorsze… zadajesz się z tym… z tym Dillonem! Z tą irlandzką kreaturą! To on odebrał mi twoje myśli! On! Wiem to! To on!
– Dillon! Dillon jest raczej… cóż… przyjacielem Lucyli niż moim…
– Nie udawaj! Nie zasłaniaj się Lucylą! To płaskie! Zresztą… Przyjaciele Lucyli są powszechnie znani… i liczni. Wiele się gada o Fréronie! Nawet jako… jako o ojcu twoich dzieci! Wiesz? No? I co ty na to? Odpowiedz! A może Lucyla nie jest wobec ciebie uczciwa? Może godna jest swej starożytnej imienniczki, trucicielskiej siostry Kommodusa, hę? Odpowiadaj! dalej…

Nóż na gardle (odc. 23)

6 kwietnia 2011

– Maksymilianie! Tam obaj byliśmy dzieciakami! Ty, starszy o dwa lata, nieco, cóż… wykorzystywałeś moją… niewinność i sympatię do ciebie… Nie, nie! Nie to chciałem powiedzieć, przytłaczałeś mnie, zdominowałeś. Może… nakłaniałeś… Teraz… teraz jesteśmy dorosłymi ludźmi!
– Wykorzystywałem cię! Jak możesz! Po prostu pragnąłem cię jak szalony! Kochałem… Aaaa… co więcej… moje uczucia się nie zmieniły!
– Ale moje życie potoczyło się inaczej! Nie jestem już chłopcem z liceum Ludwika Wielkiego!
Chłopcy od Ludwika Wielkiego! Ileż wspomnień budziły w Maksymilianie te słowa! Pierwsze uczucia, pierwsze doświadczenia! I wszystkie uczniowskie i dziecinne psoty, które wówczas razem wyprawiali, w wieku, w którym powinni już dawno być poważni! Poważni? A nie byli? Przecież już wówczas tyle prowadzili dyskusji na tematy społeczne, o przyszłym szczęściu ludzkości, o pospólnej równości i braterstwie. Braterstwo! Jakże wieloznaczne to słowo! A psoty, żarty, wybryki? dalej…

Nóż na gardle (odc. 22)

5 kwietnia 2011

Na widok Robespierre’a zapadła nagła cisza, nie pojawiał się tutaj już dawno, węszono więc jakiś specjalny powód obecnej wizyty. Maksymilian chwilę zatrzymał się w progu, skinął ręką obecnym, potem udał wahanie, jakby chciał zmienić zamiar, aż nagle odwrócił się na pięcie, wcisnął kapelusz i wyszedł. Chwilę tylko czekał za rogiem, Kamil pojawił się niemal natychmiast. Kiwnął mu tylko głową i ruszyli z powrotem, w stronę domu Maksymiliana. Wciąż tak dobrze się rozumieli, tak niewiele było potrzeba, by wszystko wróciło dawną, zerwaną bliskość. O tym wciąż przecież marzył. I oto znów szli razem, dwaj rewolucjoniści, ręka w rękę, noga w nogę, przed siebie, ku przyszłości, nie wiadomo dokąd i po co, byle razem, ramię przy ramieniu.

On i Kamil…

Obecnie jednak szli w zupełnie innym, konkretnym celu. W celu, który znał tylko jeden z nich. Oczywiście Maksymilian. dalej…

Nóż na gardle (odc. 21)

4 kwietnia 2011

Maksymilian ogromnie lubił spacery.

Dobrze znano jego sztywno wyprostowaną sylwetkę, konwulsyjnie uniesione barki i energicznie, jak na śrubie, pracującą szyję. W tych ruchach było coś automatycznego. Chętnie wybierał się na przechadzki, szczególnie gdy spora część dnia mijała pod znakiem obrad. Nieraz wręcz trudno było się zorientować, czy to wciąż ten sam, czy już następny dzień. Posiedzenia ciągnęły się w nieskończoność i dni zlewały się w jeden potok narad i deliberacji. Konwent, Komitet Ocalenia Publicznego, klub jakobinów. A po wszystkim jeszcze niemal zawsze prywatne dyskusje na te same publiczne tematy w gronie najbliższych przyjaciół i współpracowników.
Tego dnia wieczorem, po opuszczeniu pawilonu Zgromadzenia, Robespierre, wahając się wciąż, czy nie wpaść jeszcze do klubu, wracał do domu powoli, klucząc ulicami w zamyśleniu. dalej…

Nóż na gardle (odc. 20)

1 kwietnia 2011

Cisza, która zapadała po tej propozycji, była niepodobna do żadnej innej ciszy. Wydawało się, że powietrze w sali uległo jakiemuś zamrożeniu, tak że nikt już nie jest w stanie oddychać. Czy komuś przeszły ciarki po krzyżu, czy lekko uniosły się włosy na głowie, czy zadławiło w krtani, nie dowiemy się nigdy. Saint-Just spojrzał na Maksymiliana, jakby pytając, co on ma do powiedzenia w obliczu podobnej makabry, przekraczającej, jak się zdawało, ludzką miarę.
Ale Robespierre siedział niewzruszony. Zadarł głowę i zatopił spojrzenie w kryształkach wielkiego żyrandola, którego nieliczne świece filowały ponuro chwiejnym światłem. Rozważał w tej chwili zupełnie inny aspekt sprawy… Rzec by można, osobisty, prywatny? Handel ciałami, handel głowami, handel… Czy to aby nie rozwiązanie, które od pewnego czasu dręczyło go podświadomie? To byłby przecież swego rodzaju prywatny, ba, intymny wgląd w produkcję gilotyny… dalej…

Nóż na gardle (odc. 19)

31 marca 2011

– Mówiłem ci już nieraz, Saint-Just, daj sobie spokój z tym Quatremèrem! – Robespierre okazał pewną dezaprobatę nie dla wypowiadającego tę propozycję, lecz dla jej adresata. – Możesz go prywatnie, ba, naukowo, lubić czy podziwiać, ale wiesz dobrze, po której on jest stronie. To moderant! A nam nie wolno… tak!
– Wszystko notuję – przytaknął Couthon – to byłby już punkt czwarty. Dwa mamy medyczne – wyjaśnił na pytający wzrok Robespierre’a.
– Można jeszcze pomyśleć o pewnym zastosowaniu… materiału na szerszą skalę, przemysłową wręcz, nie tylko o użyciu włosów na peruki, wygarbowanej skóry na bryczesy czy zębów do wprawienia, o wytapianiu łoju i tym podobnych… To się już w zasadzie robi… tu czy ówdzie… Tylko że rzecz dotyczyłaby wyłącznie wypreparowanych czaszek, a to już produkcyjne komplikacje…
– O czym myślisz, Barère? dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »