Barbara Piórkowska – Szklanka na pająki

Szklanka na pająki (odc. 9)

3 marca 2011

Po każdej takiej przechadzce rosłam. Pół centymetra, centymetr. A że wychodziliśmy często, szybko przybywało mi ciała. Zima przeszła we wczesną wiosnę, świeża zieleń wiosny zamieniła się w ciemne liście lata, potem drzewa stały się czerwonosuche, a później znów zupełnie puste. Ptaki przylatywały i odlatywały. Matka uważnie śledziła ich migracje nad hipodromem
i nauczyła się odczytywać hasła również z tych powietrznych ewolucji. Wkrótce umiałam już jeść coś więcej niż tylko bebiko, zaczęłam także stawiać kroki na deptaku w środku dzielnicy. Wózek trzeba było więc zmienić.
W tym czasie zaczęłam dostrzegać też, jak bardzo świat się zmienia wraz z porami dnia i właścicielami kolorów. Wtaczałam się niezdarnie na coraz to nowe barwy, a dziadek z Julkiem podpowiadali mi, jak je określić.
– To jest gołąb – mówił dziadek. – Ciemnoszary, jasnoszary, brudnozielonoszary – podpowiadał cicho Julek. dalej…

Szklanka na pająki (odc. 8)

2 marca 2011

Zima, jak wszystkie zimy w Gdańsku, mijała powoli. Matka wróciła do swojego punktu obserwacji przy oknie. Zasypany śniegiem hipodrom napełniał ją spokojem, choć tylko pozornie nic się tam nie działo. Na drzewach wokół płotu figlowały wróble i gile, odstraszane czasem przez gęste wizytacje gawronów. Siwki i kasztany wyprowadzane na powietrze przez osowiałych pracowników znaczyły ślady przechadzki parującymi kupami. Niekiedy powiał wiatr i układał na śpiącym polu kopczyki w kształcie liter alfabetu. Matkę bawiło odczytywanie śnieżnych słów, bo układały się w hasła zupełnie pozbawione sensu, na przykład: „Nie dla zielonych źrebaków morskich!” albo „Żuj więcej kokosów – będziesz matką nerwali!”. Babka cieszyła się jednak z nowego hobby córki, gdyż oddanie się tej pasji oznaczało, że już niedługo znów będzie budować normalne zdania. dalej…

Szklanka na pająki (odc. 7)

1 marca 2011

Ja dałam wszystkim wrzask o piątej nad ranem, wydało mi się bowiem, że Julek zniknął. A on tylko na chwilę wrócił do nieba, złożyć życzenia Jezusowi.
Ponieważ dalej karmił mnie dziadek, w Sylwestra tata mógł zabrać mamę do kantyny wojskowej. Matka spodobała mi się bardzo tego wieczoru przed wyjściem, mimo kilogramów, które wciąż opływały jej sylwetkę po ciąży. Natapirowała włosy i zrobiła makijaż. Założyła przetykaną srebrem spódnicę i zielony top. Spódnica sięgała do samej ziemi. Przed świętami z szafy w przedpokoju babka wyjęła maszynę do szycia i z kupionego okazyjnie dwa lata wcześniej materiału wykroiła części na obecne ciało matki. I połączyła je dokładnie jednym ze swoich tajemnych szwów.
– Azonkli germundro – podziękowała matka, gdy znalazła spódnicę pod choinką. Ostatniego dnia roku narzuciła podane przez ojca palto i zeszli razem cztery piętra w dół, gdyż pod domem czekał już samochód z wojskowym kierowcą. dalej…

Szklanka na pająki (odc. 6)

28 lutego 2011

W sobotni wigilijny ranek babka pakowała prezenty. Na dworze padał śnieg. Najpierw leniwie, powoli, pokazując kształty każdego ze swych płatków, później rozpędził się jak atakująca konnica. Babka lubiła porównania do armii. Dziadek też był kiedyś oficerem. W chwili, w której śnieg wsypał się do kuchni przez lufcik, spojrzała na ilość stojących przed nią paczek i poczuła dziwną dysharmonię. Przeliczyła dokładnie pakunki, odwróciła się do siedzącej, jak co dzień, przy kuchennym stole matki, upuściła nożyce do cięcia papieru, które zamiast zadzwonić, miękko spadły na wykładzinę PCV i sprawdziła, czy jestem:
– Ola!?
Matka westchnęła i odpowiedziała:
– Gub stiram pumpur.
Babka nie dała za wygraną. dalej…

Szklanka na pająki (odc. 5)

25 lutego 2011

Babka patrzyła wtedy na matkę współczująco, zbierała cały papier z podłogi i wyrzucała przez balkon. Litery wyfruwały daleko w mroźne powietrze, zataczały ogromne kręgi nad zbudowanym pod blokiem przedszkolem, po czym ginęły z oczu. Babka zamykała drzwi, bo w pokoju błyskawicznie się wychładzało, prowadziła córkę do kuchni i robiła jej herbatę z melisy. I zaraz wracała pod okno, by przestawić gazetnik za firanę i w ten sposób choć na chwilę uczynić go niewidzialnym.
Tak więc dziadek znów uratował mi życie.
Sąsiadka nazywała się Helena, miała brzuchatego męża Henryka i dwójkę dzieci. Pasją Heleny było robienie przetworów. Latem godzinami przesiadywała na swojej działce pełnej ogórków i pomidorów, czereśni, gruszek i jabłek. Kiedy owoce lub warzywa dojrzewały, zabierała je do domu, by umyć, czasem obrać ze skórek i zamarynować, zapeklować, zalać wódką. Przy stole nakrytym ceratą w kwiaty pomagała jej cała rodzina. dalej…

Szklanka na pająki (odc. 4)

24 lutego 2011

Zima

Cienka pępowina, połączenie ciała z lodowcem, nie może być w moim przypadku zerwana. Tak jak ja wchłaniam powietrze, by utrzymać mój organizm przy życiu, tak na Północy lodowiec oddycha dla Ziemi. Te dwie rzeczy uzupełniają się wzajemnie. On jest dla świata, ja jestem lodowcem dla siebie.
Wieczny śnieg ma tylko jedno płuco: doskonale białe. Do tego organu idą miliony nici, równie niewidocznych dla ludzkiego oka, co spokojny oddech lodu. Pod skorupą zamarzniętej wody mieści się przezroczyste serce. Wielki lodowiec bije, wpuszcza i wypuszcza wiatr nieustannie. Lekkimi drganiami nasyca krwioobieg Ziemi wolnym, ale nieustannym tętnem. dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »