Barbara Piórkowska – Szklanka na pająki

Szklanka na pająki (odc. 15)

11 marca 2011

Co rano matka budziła mnie o szóstej. Zaspana nie chciałam wstawać, więc ojciec brał mnie na ręce i wynosił z łóżka prosto w otwarte drzwi łazienki. Poranne światło raziło mnie, nie lubiłam tych rytuałów, nie lubiłam przedszkola, zimy na zewnątrz ani kolejki SKM jadącej pół godziny do Gdyni – i mazgaiłam się, ćwicząc cierpliwość rodziców na kilkunastu różnych tonach. S. natomiast wstawał raźno, chichotał mi do ucha, ciągnął za niebieską piżamę i pokazywał język. Byłam bezbronna wobec bestii, choć zazwyczaj mogłam liczyć na anielską interwencję. Jednak Julek też długo dochodził do siebie, w rzeczywistości snów w końcu poruszał się z większą chęcią i o niebo lepiej. Przejście od jednego świata do drugiego u mnie też do tej pory odbywa się dość opieszale i konsekwentnie odmawiam radzenia sobie z rześkością poranków. dalej…

Szklanka na pająki (odc. 14)

10 marca 2011

Śmiałam się z gdańskich ezoteryków, bo szukali w złym miejscu. To do przedszkola w Gdyni przyleciało UFO. Nikt, oprócz jednego kolegi, Mateusza, oprócz niego nikt nie wierzył, że rozrosło się na chodniku. Codziennie moja grupa wychodziła na dwór i codziennie beton w miejscu obok huśtawek zmieniał kształt, wybrzuszał się i pęczniał. Rodziły się kolejne tajne kanały, powstawały kryjówki oznaczone numerami od jeden do dziesięć – i dalsze, ale tych jeszcze nie umieliśmy policzyć. Godzinami wpatrywaliśmy się w szare płyty i widzieliśmy, jak obcy przeprowadzają inwazję na mrówki. Owady wchodziły w specjalną dziurę, skuszone zapewne czymś smacznym – i już z niej nie wychodziły. A potem mama z jakiegoś powodu zabrała Mateusza i nigdy więcej nie pojawił się, by potwierdzić moje straszne podejrzenia.
Mieszkałam wtedy już na Zaspie. Na starym lotnisku dalej…

Szklanka na pająki (odc. 13)

9 marca 2011

Mój demon jest jednak nieuważny. Dzisiaj potrafię go wychwycić w jego najpierwszych przejawach. Dziś go ścigam na każdej z zatęchłych fotografii. I na tych cyfrowych obrazach nowego tysiąclecia, wrzucanych lekko w gardziel komputera i obracanych w prawo lub w lewo, powiększ-pomniejsz – też. Mój demon jest już trochę z tyłu. Ale jeśli na zdjęciu widać wyłącznie słońce i miłość, wiem, że po prostu gdzieś się w tym krajobrazie przyczaił.
Podłączam się wtedy do mojego lodowca. Wdech-wydech. Uśmiech tętna. Zimny i spokojny podpowiada mi, jak w nowy sposób oddychać. Pokazuje mi opóźnienia, te mikrosekundy zgubionego przez mnie w panice czasu, te dramatyczne hausty, które nigdzie nie dotarły. Życie jest tylko oddychaniem – przypomina – i niezależnie od istnienia cienia należy ufać powietrzu.
To wszystko, tylko tyle. dalej…

Szklanka na pająki (odc. 12)

8 marca 2011

Wieczorne posiłki składały się z filiżanki z kogutkiem, łyżeczki i jajecznicy. W lecie babka dodawała do niej drobno pokrojonego pomidora. Jeśli zjadłam wszystko, na dnie filiżanki pojawiał się obrazek – zadziorna kurka z rozdziawionym dziobem. Zawsze zjadałam wszystko i to nie z powodu tej dziecięcej sztuki użytkowej, po prostu coś mi podpowiadało, że należy gromadzić zapasy tak wyrażanej przez jedzenie miłości.
Gdzieś pomiędzy jajecznicą bez pomidorów i jajecznicą z ich dodatkiem matka poszła do pracy. Zajęła się składaniem ważnych liter w sekretariacie szefów ojca, a język tych pism tak był podobny do używanego przez nią samą, że została przyjęta z otwartymi ramionami. Wkrótce opuściliśmy dom dziadków, bo ojciec dostał mieszkanie w nowym bloku, zbudowanym dwie dzielnice dalej. A ja poszłam do przedszkola w Gdyni, gdzie dowiedziałam się, że istnieją inne dzieci marynarzy. dalej…

Szklanka na pająki (odc. 11)

7 marca 2011

Były to bowiem momenty, w których kobiecość dziadka ulegała dla mnie zachwianiu i przestawałam rozumieć porządek rzeczy w naszej rodzinie.
Całe szczęście za Borutą i swoim mężem do mieszkania docierała też Helena. Więc spokojnie, we czwórkę, razem z babką, a bez matki, która nadal tkwiła zapatrzona w konie na ląży, siadali w kuchni i popijali herbatę. Babka wyjmowała reprezentacyjny zestaw szklanek, takich z metalową ruchomą obudową, nastawiała wodę w czajniku, sypała brązowy granulat i zalewała go wrzątkiem. Na powierzchni płynu robił się biały osad, ale nikomu to nie przeszkadzało, bo herbatę tylko tej jakości w ogóle można było kupić.
W takiej chwili ja stawałam oko w oko z wcieleniem Lucyfera na ziemi. Boruta chwilę łasił się do nóg domowników, a potem uciekał mnie straszyć zza firanki w pokoju. Zależnie od nastroju na przemian kamieniałam, zamieniałam się w cichy słup soli lub w drzewo kołyszące gałęziami. Palce dłoni stawały się gałęziami, dalej…

Szklanka na pająki (odc. 10)

4 marca 2011

Rysunki

Z zachwytem spostrzegłam, że mój dom składa się teraz z samych kobiet. Jako kobiety policzyłam oczywiście karmiącego dziadka i – z rozpędu – Julka. Julek stanowczo wyjaśnił mi jednak, że według powszechnie uznawanej tradycji, anioły nie posiadają płci. Przyporządkowywanie go do którejkolwiek z nich jest zatem ogromnym nietaktem i nonsensem. Nie chciałam wkurzać Julka, toteż zgodziłam się w tej kwestii ustąpić, ale przez kilka następnych tygodni uporczywie podpatrywałam go, gdy chodził do toalety.
Z tamtych ustaleń nic nie wynikło, dałam więc spokój, zwłaszcza że moją uwagę przykuło stworzenie będące antytezą anielskiego przyjaciela, a które pojawiło się u sąsiadów piętro niżej. I przychodziło do nas często wraz ze spożywczą Heleną.
Był to pies. Cały czarny, dość młody i zupełnie nierasowy. dalej…

Następna strona »