Magdalena Wypych – Nowy Jork u stóp

Nowy Jork u stóp (odc. 9)

24 lutego 2011

9. MIKOŁAJ LESZCZYŃSKI i wielka sprawa

Z Mikołajem Leszczyńskim zakolegowaliśmy się przez dobór naturalny.

Związały nas podobieństwa oraz wspólne marzenia. Już wcześniej podejmowałam próby zaprzyjaźnienia się z Młodą Polską Emigracją, lecz bez jej dla mnie zrozumienia. Wynikały z tego same pomyłki i rozczarowania. Jakoś nie pasowałam. A Mikołaj Leszczyński od początku był radośnie do mnie nastrojony i okazał się wypałem. Pochodziliśmy z jednej ziemi i życie ustawiło nam podobnie anteny. Na to samo wrażliwi, na to samo uczuleni. Na pewno mijaliśmy się kiedyś na ulicach Krakowa, jak w filmach Kieślowskiego. Więc musieliśmy w końcu wyjechać, żeby się spotkać. Znajomość rozpoczęła się od awantury w barze i tłumaczenia się. Wtedy właśnie wyszły na jaw owe podobieństwa i anteny. I potem już o siebie dbaliśmy. dalej…

Nowy Jork u stóp (odc. 8)

23 lutego 2011

8. DZIEŃ W SYMULAKRUM

Dunkin’ Donuts. Moja kolej.
- Kawę, proszę!
- Ciepłą? – pada zza kontuaru.
Zgłupiałam.
- Bo już jest sezon na zimne.
- Aha, tak, ciepłą.
Ciągle się nie rusza.
- Regularną?
- Najregularniejszą.
- Z mlekiem? – torturuje.
- Niech będzie.
- Jakim mlekiem? dalej…

Nowy Jork u stóp (odc. 7)

22 lutego 2011

7. „DYNAMIC MIXOLOGIST WITH PERSONALITY WANTED”

Tak brzmiał tytuł ogłoszenia. Wszystko się zgadzało. Praca idealnie dla mnie. Zdecydowałam pójść pod wskazany adres baru o wskazanej porze.

Nie miałam pracy już od kilku tygodni i nie tylko coraz mniej wydawałam, ale zwyczajnie tęskniłam za chodzeniem do pracy. Stała praca miała się już nigdy w moim życiu nie pojawić. Moje życie nowojorskie miało być pasmem półetatów, które kończyły się, zaczynały lub przechodziły metamorfozy. Kilka razy do roku udawało mi się pracować na planie filmowym i jeśli produkcja była duża, załatwiała sprawę braku pieniędzy na jakiś czas. Ale generalnie moje życie w Nowym Jorku bylo wiecznym poszukiwaniem pracy. Przyzwyczaiłam się jednak do tego stylu życia i uznałam za swój sposób na życie. dalej…

Nowy Jork u stóp (odc. 6)

21 lutego 2011

6. RZĄD DUSZ

Zaczynała się wiosna i całe to przesilenie. Nieprzypadkowo pyta się „ile masz wiosen?”. To wiosną się starzejemy. Wiosną też szukamy nowych prac, kochanków i sposobów na życie. Już chciałam cieszyć się wiosną, ale pewne problemy nie chciały zniknąć, a nawet powtarzały się w jakimś fanatycznym misterium koła, psując mi biografię. Kończyły mi się lata dwudzieste i ani problem miłosny się nie rozstrzygał, ani nie byłam u szczytu kariery. Dręczyło mnie jakieś nieokreślone coś. Więc szukałam tego, jednocześnie usiłując radzić sobie na emigracji bez żadnej pomocy i wsparcia.

Gdy udało mi się tanio zamieszkać w dobrej dzielnicy, wszyscy mówili, że mam szczęście. Szczescie? Poczucie bezradności, złości, kombinacje, snucie nierealnych planów, a potem wciskanie tych planów w rzeczywistość, to było całe szczęście. Cierpiałam natomiast na nieumiejętność utrzymania szczęścia. Nieszczęścia jakoś bardziej do mnie pasowały. I każdy z moich wieszczów, znachorów i dobroczynców w końcu dewaluował się bądź rezygnował. Żyłam wówczas sama, szukając się i definiując od nowa. dalej…

Nowy Jork u stóp (odc. 5)

18 lutego 2011

5. MIASTO MANHATTAN

Prawdziwy Nowy Jork rozpościerał się na Piątej Alei pomiędzy Central Parkiem a Bryant Parkiem. Reszta miasta otaczała to miejsce, aspirując i walcząc o prawo do miana Nowego Jorku. Alternatywy, punkty odniesienia oraz przedmieścia.

Na Piątej znajdowały się emblematy Miasta, najdroższe sklepy, najdostojniejsze budynki i najlepsze prace. Na Piątej ludzie nie mieli problemów a przynajmniej nie dawali tego po sobie poznać. Mieli za to pieniądze, urodę i powodziło im się w życiu. I roztaczali tę szczęśliwość wokół siebie. Bywalec Piątej Avenue był zawsze miły i dobrze ubrany. Nie narzekał, nie marudził i nie próbował nikogo obrazić. Taki Anty-Polak. Pociągając malinowego shake’a w jedynym na Piątej coffee shopie, nagle zrozumiałam sekret Ameryki. Ciągłe odpowiadanie „Mam się dobrze” na zewsząd padające pytanie „Jak się masz?” powoduje, że istotnie zaczynam się dobrze mieć. Prosta terapia mantrowa. Czemu zresztą mam się mieć źle? Wolę posyłać w kosmos dobrą energię i cieszyć się na jej powroty. dalej…

Nowy Jork u stóp (odc. 4)

17 lutego 2011

4. BO ARTYSTA JEST PŁODNY GDY JEST GŁODNY

Zbliżał się koniec stycznia. Po wielu telefonach udało mi się w końcu zebrać wszystkich do domu na Dwudziestej Piątej. Tu miało się odbyć planowane od początku roku party na cześć mojego wyjazdu do Europy i szczęśliwego powrotu.
Moi przyjaciele byli artystami wolnych zawodów, czyli pracowali gdy praca była. Większość z nas zalegala jeszcze z czynszem za grudzień, bo grudzień to najtrudniejszy miesiąc dla artysty, gdyż sztukę wypiera kicz. Nie mieliśmy nawet pieniędzy by opłacić naszych psychoanalityków, więc na początku roku dawali nam sesje gratis. Mieliśmy za to mnóstwo czasu by rozwijać nowe kontakty, szukać nowych źródeł dochodu i nowych podniet. dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »